Dwa lata temu przeczytałam książkę, która poruszała takie problemy jak bezsens codzienności, stracone złudzenia ludzi uwięzionych na własne życzenie w osiedlowym patoptikonie. Była to
"Ferma ciał", jej autor -
Jarosław Maślanek - wydał mi się wówczas kimś, kto przyjrzał się współczesnemu społeczeństwu jak pod lupą, a swoje refleksje postanowił zawrzeć nie w naukowym opracowaniu, ale w postaci powieści, która skłoni czytelników do refleksji nad własnymi życiowymi wyborami. Udało mu się sprawić, że wciąż pamiętam o książce, która stanowiła ciekawe literackie doświadczenie. Po upływie wspomnianych dwóch lat, ponownie miałam okazję zetknąć się z prozą autora, a to za sprawą najnowszej powieści, czyli
"Góry miłości".