
Moje najwcześniejsze wspomnienia związane z Afryką związane są z wujkiem bosmanem, który w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku, bo właśnie wtedy byłam dzieckiem, przysyłał do mojego domu piękne pocztówki ze swoich morskich podróży. Jedną z nich pamiętam szczególnie. Przed chatą krytą słomą stała rodzina bardzo smukłych i czarnych jak heban ludzi, wokół panował spokój, w tle zaś rozkwitała soczysta roślinność i widać było błękitne niebo. Starałam się później narysować ową chatę i tych ludzi. Podobały mi się ich stroje, bo były takie kolorowe. Pocztówka została chyba przysłana z Senegalu. A może to była Kenia? Dzisiaj już tego nie pamiętam, ale owa kartka była wówczas przejawem niezwykłej egzotyki. Wyobrażałam sobie jej daleką podróż, w atlasie sprawdzałam odległość od Polski. Wspomniany wujek miał w domu wiele afrykańskich pamiątek, różne maski, bibeloty, nawet z kości słoniowej. Nigdy nie byłam w żadnym afrykańskim kraju. Owszem, przeczytałam trochę książek, obejrzałam sporo filmów, jednak rejon ten wciąż ma dla mnie posmak egzotyki. Podobnie jak dla wielu innych ludzi, którzy mieszkają w Europie. A przecież nie od dziś wiadomo, że współczesna Afryka to konglomerat kulturowo - religijny, zróżnicowany etnicznie, przeżywający różne problemy takie jak wojny, ataki terrorystyczne, epidemie czy klęski żywiołowe. Gdzie ludzie żyją w wielomilionowych aglomeracjach i maleńkich, zapomnianych przez wszystkich wioskach. Dlaczego wspominam o tym wszystkim? Z prostego powodu.