"Doktor Sen" długo trzymał mnie w swoim umyśle.


Wiele osób pisało już o tej książce. Prawdopodobnie też ja nie napiszę niczego odkrywczego. Jednak spróbuję. Przeczytałam. Długo to trwało. Stąd tytuł dzisiejszego posta. Właściwie czytałam z ogromnymi przerwami. Za nic mnie ta fabuła nie chciała wciągnąć, porwać ani zauroczyć. Właściwie dopiero po jakichś siedemdziesięciu procentach przeczytanej treści /a na to wskazywał licznik w czytniku Kindle/ byłam w stanie zainteresować się na tyle, by dobrnąć do końca i dowiedzieć się, jak skończyła się cała historia.
O czym mowa? Oczywiście o kolejnej książce twórcy wielu bestsellerów, czyli o "Doktorze Sen" Stephen'a Kinga.

"Doktor Sen" to kontynuacja historii opisanej przez mistrza horroru w, kultowym już, "Lśnieniu". Emocje, jakie wywołało kiedyś we mnie "Lśnienie" były nieporównywalnie większe od tych, z którymi miałam do czynienia czytając dzieje Dana Torrance'a w "Doktorze..."
Dan Torrance to ten słodki, mały chłopczyk, który przemierzał korytarze Hotelu "Panorama" i miał styczność z wszystkim demonami, jakie zagnieździły się w jego wnętrzu. I w Hotelu i w jego głowie. Oczywiście w kolejnej powieści Kinga poznajemy wpływ ojca Jacka Torrance'a na życie Dana, już dorosłego. Dowiadujemy się o jego zmaganiach z alkoholizmem. A jakże, podobne dolegliwości przejawiał ojciec. Do dzisiaj nie mogę spokojnie przejść obok zdjęć czy innych form ukazujących znamienne "REDRUM".
Gdy już, jako tako, wciągnęła mnie opowieść o Dany'm nagle pojawiły się stwory, potwory, monstra określane jako Prawdziwy Węzeł, żywiące się parą z ...ludzi. Porywały je, mordowały, wysysały parę. Opisy tego procederu zajmują naprawdę sporo miejsca w powieści. Mnie nużyły i chyba niekiedy nawet denerwowały. Ale potem pojawiła się jeszcze jedna bohaterka Abra Stone. Nastolatka, która mając ogromne pokłady pary  "jaśniała", potrafiła również w niezwykły sposób porozumiewać się telepatycznie, czytać w myślach. I to ona właśnie nawiązała specyficzny kontakt z Danem - Doktorkiem, pracującym w hospicjum.
Potem już było wiadomo, jak historia się potoczy. Abra i Dan wspólnie połączą siły by zniszczyć zło drzemiące w Prawdziwym Węźle.
"Doktor Sen" to powieść, którą przeczytałam dlatego, że napisał ją Stephen King, a jego czytuję od czasów liceum. Jednak nie zachwyciła mnie, nie przestraszyła, nie poruszyła. Nie tak, jak kiedyś "Misery", "Lśnienie" czy "To". Chyba wolę też te powieści Kinga, w których mniej jest przerażających postaci, za to więcej ciekawej fabuły, choćby takiej jak w "Dallas 63", "Ręce Mistrza" czy "Bastion".
Jeżeli ktoś sięgnie po "Doktora Sen" a będzie to osoba, która nigdy nie miała do czynienia z powieściami Kinga, pewnie się nie zawiedzie. W tej książce jest dużo takiej esencji pisarza, która pozwala bez wątpienia stwierdzić z kim mamy do czynienia. Można sobie trochę ułożyć kolejność wydarzeń po historii opisanej w "Lśnieniu", może nawet zachęcić do poszukania innych powieści pisarza.
Ja czekam na inne opowieści starego, dobrego Kinga. Dlatego właśnie zabrałam się na jego najnowszą pozycję: "Przebudzenie". Mam nadzieję, że to ona właśnie przebudzi we mnie nastroje, które kiedyś towarzyszyły mi podczas lektury książek tego świetnego autora.

0 komentarze: