Wybuchowo, a jednak bez fajerwerków, czyli recenzja powieści "Czerwony alarm" Jamesa Pattersona & Marshalla Karpa. (NYPD RED, cz. 5)


Trzy lata temu, również jesienią, miałam okazję zetknąć się z serią NYPD RED, w której autorzy James Patterson oraz Marshall Karp prezentują śledztwa prowadzone przez RED - oddział policji nowojorskiej, chroniący najbogatszych i ustosunkowanych obywateli miasta. Wówczas, czytając pierwszą część serii, poznałam parę literackich bohaterów, czyli detektywów Zacha Jordana i Kylie McDonald. To, co zostało przedstawione w "Scenariuszu mordercy" pozwoliło mi na parę chwil wczuć się w atmosferę amerykańskiego snu. Kolejne powieści napisane przez autorski duet właściwie powtarzały podobny schemat, łatwo było rozszyfrować i przewidzieć niektóre zwroty akcji oraz elementy intrygi. Jednak za każdym razem można było zagłębić się w egoistycznym świecie pięknych i bogatych, którym wiele spraw uchodziło na sucho. Nie inaczej jest w przypadku piątej części cyklu, czyli powieści "Czerwony alarm"

Elitarny oddział policji wraz z dwojgiem najlepszych detektywów staje przed kolejnymi wyzwaniami. W mieście, które podobno akceptuje wszystko, dochodzi do nowych zbrodni. Podczas prestiżowego, charytatywnego przyjęcia wybucha bomba, jeden z prominentnych architektów ginie na miejscu, a wokół następuje chaos typowy dla ataków terrorystycznych, które znamy z pierwszych stron gazet i medialnych doniesień. Detektywi nie mają zbyt wiele czasu, by móc zagłębić się w śledztwo, bo już dochodzi do nowych morderstw i niebezpiecznych sytuacji. A gdyby tego było mało, znana dokumentalistka zostaje znaleziona martwa w dość dwuznacznej sytuacji. Poza tym wątkiem pojawiają się kolejne oraz nowe powiązania między światem polityków, biznesmenów i mafijnych bossów. Jak zwykle u Pattersona i Karpa akcja toczy się bardzo szybko, dzieje się dużo, wszystko zaś zostaje przedstawione w mało skomplikowany sposób. Można tę książkę przeczytać właściwie niejako przy okazji innych czynności, a i tak nie straci się głównych wątków, co z jednej strony można uznać za pozytyw, ale z drugiej świadczy, że jest to przede wszystkim lektura na wskroś rozrywkowa, niewymagająca i niezapadająca w pamięci na dłużej. Moim zdaniem takie ma zadanie, i nie ma co porównywać jej z kryminałami i powieściami sensacyjnymi, które mają za zadanie skłonić również do wielu refleksji. Choć "Czerwony alarm" porusza kilka ważnych problemów społecznych, nie to jest głównym przesłaniem powieści. Ona ma po prostu dawać rozrywkę, znaną choćby z filmów akcji, może również dać wgląd w świat, którego tak naprawdę nie znamy, ludzi bogatych, którzy zdolni są do każdego szaleństwa jakie im tylko przyjdzie do głowy.

Czy Nowy Jork przedstawiony jako miasto korupcji, skandali, narkotyków i seksu odbiega od prawdy? Zapewne nie, ale takich miejsc na świecie jest wiele. Mamy też możliwość sprawdzić, dokąd sięgają macki zła, które kierują poczynaniami bohaterów powieści. W "Czerwonym alarmie" autorzy zabierają czytelników do Tajlandii (podróż to krótka, ukazująca dość popularne spojrzenie na świat przestępczy umiejscowiony w azjatyckim kraju).
W poprzednich częściach cyklu NYPD RED dowiadywaliśmy się nieco o życiu prywatnym policyjnych detektywów. Nadal jest to możliwe, ale jakoś tym razem ich codzienność nie przyciągnęła mojej uwagi. Postaci zupełnie nie przypominały tych, które poznałam wcześniej, a może zwyczajnie już nie mieli mi wiele do powiedzenia? Albo odczuwam przesyt tym gatunkiem powieści i po prostu szukam w nich czegoś zupełnie innego.
W każdym razie, już podsumowując, "Czerwony alarm" to typowa produkcja literacka na potrzeby niezbyt wymagających czytelników. Jeśli macie ochotę na odrobinę rozrywki w jesienny wieczór, znacie pozostałe tytuły w serii, możecie przeczytać, żeby sprawdzić, jaką drogę przeszli wasi bohaterowie za sprawą ich twórców - Jamesa Pattersona i Marshalla Karpa.


Tytuł: "Czerwony alarm" (NYPD RED, część 5)
Autorzy: James Patterson & Marshall Karp
Liczba stron: 336
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: HarperCollins Polska





0 komentarze: