
Nowy rok, nowe wyzwania. Wiele osób prowadzących blogi książkowe ogłosiło różne cele i zamierzenia. Jedni pragną wziąć udział w nowych wyzwaniach książkowych, przeczytać jak najwięcej klasyki, inni chcą zmierzyć się z dziełami noblistów, jeszcze inni postanowili zwolnić i czytać w swoim tempie, bez narzuconych z góry terminów. Dołączam do tych ostatnich, od ponad roku nosiłam się z takim zamiarem, żeby czytać to, na co w danej chwili mam ochotę, co wbrew pozorom wcale nie jest łatwe przy realizowaniu zadań wyznaczonych przez wydawnictwa. Wiadomo, książek jest całe mnóstwo, z miesiąca na miesiąc pojawiają się nowe, premierowe i godne opisania. A co z tymi, które czekają na półce lub czytniku? Domagają się uwagi, zasługują na to, by o nich mówić, nawet jeśli od ich wydania minęło kilka lat. Dlatego w tym roku zamierzam poświęcić więcej czasu książkom, które bardzo chcę przeczytać, niezależnie od pojawiających się na bieżąco premier. Zaczynam więc od jednego z moich ulubionych pisarzy skandynawskich, nieodżałowanego
Henninga Mankella, sławnego dzięki jednej z najbardziej znanych kreacji bohatera powieści kryminalnych, czyli Kurta Wallandera. W październiku 2017 roku miała miejsce polska premiera powieści
Henninga Mankella, czyli
"Głębia". Sięgnęłam po nią jak po kolejny prezent od autora, którego cenię sobie od dawna i na którym nigdy się nie zawiodłam.