Wybrałam się na spacer po Warszawie. Recenzja "Tyrmanda warszawskiego" Leopolda Tyrmanda.


Warszawa. Miasto - symbol. Kumulują się w nim emocje, wspomnienia i sentymenty mieszkańców. Warszawa to miasto z duszą, która wielokrotnie krwawiąc, bo historia w swym majestacie tak zadecydowała, potrafiła dać warszawiakom chwile radości, odwdzięczając się za lokalnie wyrażany patriotyzm. O Warszawie napisano piosenki, wiele naukowych opracowań i książek, ukazano ją z każdej niemal strony w filmach i kronikach filmowych, nagrano słuchowiska i płyty. Dzisiaj miasto może zachwycać piękną panoramą, architekturą, zabytkami, parkami. A nawet pozostałościami socrealistycznego budownictwa.


Miłość do miasta wyraził w latach 1947 - 1956 Leopold Tyrmand. Po wojnie wrócił do Warszawy z Zachodu. Mimo ruin odnalazł w niej wszystko co kochał miłością wielką, która potrafiła wybaczyć powojenny brak wody, niewygody bytowe oraz "pilotki na głowach warszawianek". Dzięki książce, w której zebrano felietony pisarza i wielbiciela amerykańskiego jazzu, możemy poczuć warszawski klimat. "Tyrmand warszawski" to niepowtarzalny spacer po mieście z jego radościami i bolączkami czasów odbudowy.

Leopold Tyrmand powrócił do kraju i zdawał sobie sprawę, że powrót ten nie będzie łatwy. Nowy ustrój, którego raczej nie był zwolennikiem, trudności z funkcjonowaniem w ramach nowego porządku nie odwiodły go od myśli o pracy, właśnie w Warszawie. Towarzyszyła mu wówczas, jakże wciąż aktualna, myśl:
"Nikt nie ma prawa zaprzeczania Polakowi jego ojczyzny, bez względu na jego polityczne poglądy".
Autor "Złego" napisał wiele tekstów, felietonów i listów, które były publikowane w powojennej prasie, między innymi w "Przekroju", "Tygodniku Powszechnym" i "Stolicy". Większość publikował pod swoim nazwiskiem, część pod pseudonimem Jan Andrzej.
Szukał w nich prawdziwej "duszy miasta", przywoływał nieistniejące budynki, np. kina "Splendid", w którym wyświetlono pierwszy film dźwiękowy w Polsce, wędrował ulicami i trotuarami Warszawy i wsłuchiwał się w głosy jej mieszkańców. Przypominał nazwiska słynnych architektów i pragnął zrozumieć istotę stylizacji i rekonstrukcji budowlanych prowadzonych z zapałem w pierwszej powojennej pięciolatce. Nie był bezkrytyczny. Denerwowała go niechlujna dowolność warszawskich szyldów, młodzieżowa moda na paradowanie w strojach sportowych, hałaśliwi motocykliści i "architektura ciastkowa". Pisał o tym ze swadą i dużym poczuciem humoru.
Wędrówka z Tyrmandem pozwala czytelnikowi spojrzeć na Warszawę z perspektywy jej mieszkańców, ludzi spotykanych na Krakowskim Przedmieściu lub w okolicach Nowego Światu. Ponadto słyszymy przywoływane warszawskie "ballady", choćby słynną "Czarną Mańkę" (do dzisiaj pamiętam jedną z winylowych płyt, którą włączał mój dziadek, i głos wyśpiewujący historię Czerniakowa).


"Tyrmand warszawski" to zbiór bardzo interesujących i ciekawych tekstów, nie tylko dla mieszkańców Warszawy.  Można w nich znaleźć odniesienia do ważnych przemian i wydarzeń z historii Polski w pierwszych latach po zakończeniu II wojny światowej. Leopold Tyrmand nie skupia się jedynie na kwestiach odbudowy miasta, ale wspomina również o pobycie cudzoziemców w Warszawie, ich stosunku do polskiej rzeczywistości. Wielu z nich było przedstawicielami handlowymi i chociaż mogliby pracować w innych europejskich stolicach, chętnie wracali do Warszawy, gdyż to właśnie tutaj po prostu "można żyć". Może pełniej, może mocniej?
Miasto żyło dzięki ludziom, którzy znosili niewygody i różne przykrości, ale tłumnie chodzili do kin, odwiedzali wystawy, jeździli "szosonami" i wiedzieli, że kiedyś Warszawa będzie naprawdę pięknym miastem.
W książce "Tyrmand warszawski" można znaleźć pozytywną stronę miasta i ludzi, którzy żyli w trudnym dla nich okresie historycznym. Można także poznać Leopolda Tyrmanda, bo nie ma nic lepszego niż osobiste słowa autora, który pisał naturalnie i, choć minęło sześćdziesiąt lat od opublikowania ostatniego z listów, nadal aktualnie. Atutem nowego wydania zbioru tekstów Tyrmanda są zdjęcia i reprinty fragmentów oryginalnych czasopism, w których autor realizował swą dziennikarską pasję.
Odnalazłam w reportażach pana Leopolda historię Warszawy, pełną dobrych i złych przejawów człowieczeństwa, opisaną sprawiedliwie i z szacunkiem. Odnalazłam nawet kontekst skandynawski, którego tutaj się nie spodziewałam, ale to już czytelnik powinien sprawdzić sam, do czego szczerze zachęcam. 
Polecam książkę "Tyrmand warszawski" miłośnikom Warszawy, historii i literatury, która pozwala na chwilę zadumy. 

Tytuł: "Tyrmand warszawski"
Autor: Leopold Tyrmand
Wydawnictwo: MG
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 160

Za umożliwienie zrecenzowania książki dziękuję portalowi:



0 komentarze: