Prawdziwe studium zbrodni i kary. Recenzja książki "Miłość, zbrodnia, kara" Heleny Kowalik.


Książkę "Miłość, zbrodnia, kara" Heleny Kowalik czytałam dość długo. Przede wszystkim dlatego, że stanowi ona zbiór bardzo wielu reportaży kryminalnych. Wszystkie pochodzą prosto z sal sądowych, dotyczą spraw, które wydarzyły się naprawdę. Ich lektura nie należy do najłatwiejszych, nie jest przyjemnością i sposobem na miłe spędzenie czasu. Przeciwnie, uświadomienie sobie, że to wszystko zdarzyło się naprawdę, powoduje wiele refleksji związanych z kondycją psychiczną współczesnego społeczeństwa oraz wywołuje dyskomfort i różnorodne emocje.
Podobne uczucia i emocje, które towarzyszyły mi książce Heleny Kowalik wywoływał u mnie swego czasu telewizyjny magazyn kryminalny Michała Fajbusiewicza "997". Dawno temu zdarzało mi się oglądać ów program w późnych godzinach wieczornych i pamiętam, że nie udałam się spać zanim nie sprawdziłam wszystkich zamków w drzwiach wejściowych do mieszkania, nie wspominając już o kondycji wyjścia na balkon.
"Miłość, zbrodnia, kara" to kilkadziesiąt reportaży napisanych z późniejszej perspektywy, gdy już poszkodowani, sprawcy czynów, ofiary,  mordercy lub prześladowcy spotykali się na sali sądowej. Z drobiazgowych relacji oraz prowadzonych śledztw wynika, dlaczego dochodziło do nieodwracalnych tragedii. Czasem była to miłość, chęć odwetu i zemsty. Niekiedy zamysł dokonania zbrodni czy przestępstwa rodził się w głowie osoby chorej psychicznie lub takiej, która miała problemy psychologiczne. 


Reportaże zebrane są według charakterystycznego klucza, związanego z tytułem książki. Na początku sprawy, które były wynikiem wielkiej lub mniejszej miłości. Kobiety kochające swych przyszłych oprawców, upokarzane, cierpiące, ale nie wyobrażające sobie życia w samotności. Ze strachu przed życiem bez męża, partnera, kochanka godziły się na wszystko. Mężczyźni mordujący z miłości, smutni, żałośni, bezwzględni i wyzuci z emocji, uzależnieni od alkoholu i narkotyków i ci, którzy wydawali się "normalni".
Następnie opowieści o zbrodniach dokonywanych z zimną krwią, zaplanowane, opisane ze szczegółami, okrutne.
Mordują wszyscy. Mężczyźni i kobiety, bogaci i biedni, z chęci zysku i z zazdrości. Niektórzy mają jakąś obsesję. 
I wreszcie przestępstwa i zbrodnie w ramach kary. Porzucony kochanek pragnie ukarać swą wybrankę, ktoś inny prześladuje drugą osobę, bo ta w ogóle jej lub jego nie zauważa, a może  jest przeciwna jakimś zbrodniczym planom. Mamy więc do czynienia ze stalkingiem, uporczywym nękaniem, porachunkami mafijnymi i czynami popełnianymi w afekcie.
Wszystkich czeka kara, ale droga do jej wymierzenia nie jest łatwa. Zeznania uczestników wydarzeń, którzy często je zmieniają, wycofują i zasłaniają się niepamięcią lub chorobą. Diagnozy lekarzy, raporty śledczych, kryminologów i tysiące akt procesowych. Sprawy, które można jednoznacznie osądzić i te, które do końca nie mają jednoznacznego wyjaśnienia. Trudna praca wielu ludzi, nadzieja bliskich, którzy chwytają się wszystkiego, szukają pomocy u jasnowidzów oraz rożnego rodzaju szarlatanów.


Książki Heleny Kowalik nie da się czytać jednym tchem. Ja musiałam robić sobie dłuższe przerwy. Większość opisanych przypadków bardzo mnie przygnębiała, przerażała i męczyła. Gdy człowiek uświadomi sobie, że nie jest to beletrystyka, że ludzkie tragedie zdarzyły się naprawdę, często w tak zwanych normalnych domach, uczucie niemocy jest podwójne. Dlatego musiałam na pewien czas odciąć się od tych trudnych historii.
Zastanawiałam się, dlaczego te reportaże ujrzały światło dzienne? I widzę jeden bardzo ważny powód. Spisano je, żeby nas ostrzec. Przed łatwowiernym zawieraniem znajomości w Internecie, za pomocą portali randkowych i społecznościowych. Przed szybkim odhaczaniem spraw przez aparat sprawiedliwości. Przed naiwną wiarą w dobre intencje wszystkich ludzi. 

"Miłość, zbrodnia, kara" uświadomiła mi, że wokół mnie jest bardzo wiele zła, ale najbardziej przykre jest to, że zło dotyka ludzi dlatego, że nie potrafią sobie poradzić z życiem, są słabi, odrzuceni, wykluczeni społecznie, zmęczeni, chorzy. Spirala zła, niechęci i skumulowanego żalu nakręcona do granic możliwości, która może zupełnie niespodziewanie uderzyć w każdego z nas.
Trudno było mi wytrwać przy tej lekturze. Jednak zawsze staram się przeczytać książkę do końca. Tutaj koniec był wyjątkowo trudny, nie było happy endu, nie było optymizmu. Przeciwnie, kilka spraw z udziałem dzieci i nastolatków, okrutne, niektóre znane z medialnych doniesień, jeden z opisywanych przypadków rozegrał się w moim mieście.  

Przeczytałam książkę, która uświadomiła mi, że tak naprawdę wiodę spokojne życie. Nikt nie wbił mi noża w serce, nie nałożył na głowę foliowego worka, nie próbował dusić, bić do nieprzytomności i nie zamalowywał po wszystkim plam krwi na białym suficie. Nie spotkałam wśród moich znajomych i przyjaciół ludzi, którzy z zemsty, zawiści i niechęci są skłonni zaplanować zbrodnię doskonałą lub dokonują jej pod wpływem chwili. Tak. Mam szczęście. Nie grozi mi mafia, nie mam długów, które są w stanie postawić człowieka pod przysłowiową ścianą, nie miałam styczności z lekarzami molestującymi pacjentów, nikt mnie nie prześladuje.
Nie mam kilku samochodów, willi, pieniędzy niewiadomego pochodzenia, nie poluję na cudzych mężów, nikogo nie tyranizuję. 
Ale wiem też, że nigdy nie możemy przewidzieć w życiu wszystkiego, nie mamy pewności, co może stać się później. 
Dlatego powinniśmy zawsze zachować czujność, szczególnie wobec osób przypadkowo poznanych, starajmy się również bacznie przyglądać naszemu otoczeniu. Zło potrafi przyjąć najbardziej zaskakującą postać.

Trudno jest polecać książkę poruszającą najbardziej bolesne struny życia polskiego społeczeństwa, które przeszło ogromną transformację w latach dziewięćdziesiątych, poprawiło swój status materialny, zmieniło poglądy. Sprawy kryminalne od lat dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku po najbardziej współczesne przypadki, opisane w zbiorze reportaży Heleny Kowalik ukazują przemiany na przykładzie różnych ludzi, żyjących wokół nas, naszych sąsiadów i przechodniów mijanych każdego dnia. Niektórzy z nich trafiają do więziennej celi na krótko. Inni nigdy już jej nie opuszczą. 

Czy można polecać książkę okrutną i w tym okrucieństwie niewiarygodnie prawdziwą?
Można, ale nie wszystkim. Nie każdy będzie w stanie wytrzymać nagromadzenia zła i brutalności ludzkiej natury. 
"Miłość, zbrodnia, kara" to wyjątkowe studium zbrodni i kary. Studium prawdziwe.

Tytuł: "Miłość, zbrodnia, kara"
Autor: Helena Kowalik
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 416

Za książkę do recenzji dziękuję Wydawnictwu:



2 komentarze:

  1. Przykra ta książka, ale tak jak piszesz - potrzebna. Tak jak niektóre programy interwencyjne, ukazujące absurdy prawa, ludzi, którzy doznali prawdziwej krzywdy itd. Czasem mówi się, że to zło, które nas otacza i o którym wciąż czytamy i oglądamy, znieczula nas - ale ja myślę, że jeśli czytamy/oglądamy świadomie, to właśnie zdobyta "wiedza" każe nam się zastanowić i jeszcze bardziej uwrażliwia na krzywdę ludzką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda. To jedna z tych książek, o których nie da się zapomnieć. Tak jak nie da się zapomnieć o ważnych ludzkich sprawach, które nas dotyczą. Dziękuję za komentarz.

      Usuń