Przypomniałam sobie komiksowe dzieciństwo, czyli recenzja "Username: Evie" Joe Sugga.


Dzisiejszy wpis z prawie plażowego zielonego fotela dedykuję wszystkim (zarówno młodym, jak i dorosłym), którzy lubią, czytają i spędzają miłe chwile podczas czytania komiksów. Pod koniec maja zapowiadałam na blogu premierę pierwszej powieści graficznej popularnego brytyjskiego youtubera występującego pod pseudonimem TchatcherJoe.
Wówczas po raz pierwszy usłyszałam o dwudziestoczteroletnim autorze komiksu "Username: Evie".
W dniu premiery wydawnictwo Insignis przekazało także filmowe newsy związane z wydaniem w Polsce owej publikacji. Przyznam, że z ciekawością oczekiwałam na własny egzemplarz, by na własne oczy przekonać się, dlaczego "Username: Evie" zyskało już miano bestsellera. Dzisiaj mogę stwierdzić, że Joe Sugg sprawił mi ogromną frajdę. Lektura jego pierwszej książki była całkiem miłym przeżyciem.
"Username: Evie" to chyba pierwszy komiks, który przeczytałam po bardzo wielu latach. Dawno temu w odległym dzieciństwie lubiłam, tzw. "Żbiki", "Klossy", "Kajki i Kokosze" i wiele innych z kolekcji "Relax". Dzisiaj można je już uznać za kultowe relikty PRL - u. 


Postanowiłam sprawdzić jakie wrażenia będą mi towarzyszyć podczas lektury współczesnego komiksu dla młodzieży. Zazwyczaj zbyt szybko mój wzrok przemyka się wśród tekstów umieszczonych na stronach wypełnionych ilustracjami. Tym razem było podobnie, ale historia opowiedziana przez Joe Sugga sprawiła, że  na moment zapomniałam o specyfice formy powieści graficznej. 

Bohaterką komiksu na miarę XXI wieku jest Evie, nastolatka odrzucona przez rówieśników. Z ich powodu często marzy o tym, by uciec gdzieś daleko stąd. Pragnie odnaleźć miejsce, w którym mogłaby poczuć się naprawdę sobą. I taką piękną scenerię tworzy ojciec Evie. To niezwykła i piękna kraina przeznaczona jedynie dla niej. Idylliczna w założeniu i przekazana dziewczynie w prezencie. 
Wystarczy nacisnąć przycisk aplikacji E. Scape na komputerze i przenieść się do wyśnionego, wymarzonego świata, w którym nie ma już prześladujących i wyśmiewających wszystkich wokoło nastolatków. Ale czy na pewno? Co, jeśli do świata Evie wkroczą inni? Co, jeśli będą chcieli go zniszczyć? Jak obronić piękno i spokój przed totalną destrukcją? Może słowa ojca Evie pozwolą jej pokonać wszystkie przeciwności losu?



"Nie daj się im. Bądź dumna z tego, kim jesteś"
Historia zawarta w "Username: Evie" to dobra opowieść. Momentami nieco naiwna i uproszczona, ale to moje zdanie. Wydaje mi się, że młodsi odbiorcy odnajdą się w niej należycie. Fabuła, dzięki której możemy przenieść z jednego świata do drugiego z pewnością spodoba się nastolatkom. Przygody bohaterów komiksu pobudzają wyobraźnię, która nie musi mieć żadnych granic. Ojciec Evie stworzył dla niej świat, w którym mogła poczuć się naprawdę kochana. To jedno z ważniejszych przesłań tej graficznej opowieści: uświadomienie sobie, że nie jesteśmy sami ze swoimi problemami i zawsze możemy znaleźć przyjaciół. W wieku nastoletnim często wydaje nam się, że jesteśmy inni, czujemy się niezrozumiani i kompletnie odrzuceni. Poszukujemy dróg wyjścia i uciekamy w wirtualny świat.
W końcu jednak trzeba wrócić do rzeczywistości i zacząć żyć naprawdę pokonując przeszkody z podniesioną głową.
Oczywiście oprócz ważnych myśli, które starał się przekazać czytelnikom młody autor, nie brakuje w opowieści elementów walki z mrocznymi siłami, bohaterów o nadprzyrodzonych mocach, ścigania się z czasem i niespotykanych zjawisk. Wszystko podane w taki sposób, aby nastoletni odbiorca, któremu nieobce są nowoczesne gadżety i media społecznościowe  mógł poczuć się jak u siebie w domu.  

Poza treścią na uwagę zasługuje praca całej drużyny Sugga, która stworzyła ten debiutancki komiks. Dobre rysunki wykonał Amrit Birdi. Dymki, efekty i liternictwo zawdzięczamy Mindy Lopkin. Joaquin Pereyra zadbał o kolory komiksowego świata. Matt Whyman zadbał zaś o to, narracja płynnie zgrała się z obrazem. Całość jest bardzo ładnie dopracowana. 


Drogi czytelniku! A może Twoja nazwa użytkownika w sieci również sprawi, że będziesz mógł przenieść się do wirtualnej rzeczywistości. Tylko nie pozostawaj tam zbyt długo. Kto wie, co może się jeszcze wydarzyć? 
I jeszcze jedno, mała przestroga od samego Joe Sugga: "pod żadnym pozorem nie chowajcie się w lodówce..."
Na zakończenie dodam tylko, że obcowanie z komiksem pięknie wydanym współcześnie wywołało u mnie zupełnie inne wrażenia, niż obcowanie z nieco mniej kolorowymi wydawnictwami z lat mojego dzieciństwa. Szkoda, że wtedy nie było takich możliwości.
Polecam do przeczytania w wybrany dzień zbliżających się wakacji. "Username: Evie" zapewni garść sympatycznej rozrywki. 


Tytuł: "Username: Evie"
Autor: Joe Sugg
Wydawnictwo: Insignis
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 184
egzemplarz recenzencki

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu



2 komentarze: