Współczesny Herkules w Sztokholmie. Recenzja "Na imię mi Zack" Mons Kallentoft i Markus Lutteman.



Kto był w Sztokholmie ten wie, że to miasto może zachwycić atmosferą i widokami. Gamla stan, Östermalm, Djurgården, Gärdet to miejsca, które przyciągają turystów oraz mieszkańców architekturą, zielenią, kolorami drzew i wodą. Szczególnie pięknie metropolia wygląda w promieniach słonecznych. Miasto emanujące porządkiem i harmonią.



Jednak tylko pozornie, ponieważ dzieją się w nim okropności, o których wolelibyśmy nie wiedzieć. Tę drugą, mroczną stronę stolicy Szwecji odnajdziemy w powieści "Na imię mi Zack". Duet pisarski: Mons Kallentoft i Markus Lutteman jest odpowiedzialny za pierwszy tom serii "Herkules".
Książka trafiła do mnie w wyjątkowych okolicznościach, za sprawą Ambasady Królestwa Szwecji, której w tym miejscu serdecznie dziękuję.
"Na imię mi Zack"to pierwsza część nowej serii kryminalnej Herkules. Głównym bohaterem jest Zack Herry, najmłodszy członek  jednostki do zadań specjalnych policji w Sztokholmie. To dwudziestosiedmioletni nadkomisarz, który robi błyskawiczną karierę i prowadzi dość osobliwe życie osobiste. Jest niczym grecki bohater Herkules, rozdarty między dwoma światami. Z jednej strony świetny i bystry detektyw, z drugiej człowiek zanurzający się w otchłani nocnych klubów, w których szuka zapomnienia i próbuje rozprawić się z przeszłością i problemami dzieciństwa. Młody człowiek, który balansuje na krawędzi dobra i zła. 
To właśnie jemu przyjdzie zmierzyć się z, jedną z najgorszych w historii Szwecji, serią zbrodni. Mimo uzależnienia, które coraz bardziej zaburza jego codzienne funkcjonowanie, będzie musiał prowadzić dochodzenie, by zapobiec kolejnym ohydnym zabójstwom.
Cztery kobiety zostały brutalnie zamordowane. Cztery młode Azjatki zatrudnione w jednym z salonów masażu. Wszystko wskazuje na to, że ich działalność nie polegała jedynie na tradycyjnym masażu. Zack i jego policyjna koleżanka Deniz muszą znaleźć odpowiedzialnych za zbrodnię oraz zapobiec kolejnym okaleczeniom i morderstwom. Czy uda im się znaleźć odpowiedź na pytanie, co stoi za serią brutalnych zdarzeń? Nienawiść, rasizm, handel ludźmi, korupcja a może wszystko naraz? 
Wydaje się, że podobna tematyka już miała miejsce w wielu skandynawskich powieściach kryminalnych. To prawda. Jednak czytając książkę "Na imię mi Zack" nie miałam wrażenia wtórności. Nie odczuwałam znużenia. Przede wszystkim dlatego, że akcja toczy się szybko, czasem osiągając niebezpieczną prędkość, niemal taką, jaką udaje się wycisnąć głównemu bohaterowi z jego motocykla. Wciąż pojawiały się nowe wątki, tropy i podejrzani. Poza tym wraz z powieścią otrzymujemy naprawdę dobre i szczegółowe policyjne śledztwo, a pracę operacyjną możemy śledzić na bieżąco. Myślę też, że dużą zaletą powieści są jej postaci, szczególnie główny bohater, niejednoznaczny, a przez to wyzwalający różne emocje.
"W idealnym świecie wszystko jest czarne albo białe. Ale ten świat jest wyłącznie szary, szary, szary"
Zack Herry o tym wie, dlatego przyjdzie mu zmagać się z demonami przeszłości oraz brutalnością szwedzkiej codzienności.  
"Na imię mi Zack" to bardzo dobra powieść o pracy policji, o trudnych życiowych wyborach, walce z uzależnieniem oraz przyjaźni, która nie dba o stronę, po której wypada się opowiedzieć.
Znalazłam w niej Sztokholm z moich podróży oraz jego kryminalne oblicze, które na szczęście obserwuję jedynie w literaturze i filmach.
Jeśli lubicie dobrze poprowadzoną kryminalną historię i szukacie nowych oryginalnych bohaterów literackich nowa seria szwedzkich pisarzy jest dla was. 
Usiądźcie w jednej z sztokholmskich kawiarni nad filiżanką kawy, może wejdzie do niej Noomi Rapace i udzieli wam wywiadu na temat Lisbeth Salander. Zack Herry na pewno wam to umożliwi.

Tytuł: "Na imię mi Zack"
Autor: Mons Kallentoft i Markus Lutteman
Wydawnictwo: Rebis
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 392

0 komentarze: