Alex, Ofiara i mały inspektor francuskiej policji.


Dawno mnie tutaj nie było. Kilka miesięcy. A to całkiem sporo. W tym czasie moje oczy, umysł i dusza pochłonęły nieco książek (jeszcze przyjdzie dogodny moment by o nich wspomnieć). Dzisiaj jednak nastąpił pewien przełom. Dwie książki, które do tego przeczytałam w nieodpowiedniej kolejności i w ciągu dwóch zaledwie dni (dawno temu w taki sam sposób  "przyspawały" mnie do siebie powieści Stiega Larssona), sprawiły iż uznałam, że należy im się namacalny dowód mego uznania.
O jakie książki chodzi? Otóż, jakżeby inaczej, o powieści kryminalne. Tym razem jednak nie rodem z fascynująco mrocznej niekiedy Skandynawii a prosto z Francji, która generalnie dotąd kojarzyła mi się z winem, deską serów i piosenkami Dalidy. W sierpniowy weekend poznałam nietypowego inspektora paryskiej policji o imieniu Camille. Swoja drogą nie mogę się do tego przyzwyczaić i ciągle łapię się na tym, że czytam to imię dopasowując je w wyobraźni do jakiejś zwiewnej kobiety. 
Camille Verhoeven jest jednak mężczyzną z krwi i kości, do tego łysym i mierzącym sobie całe 145 centymetrów wzrostu. Nawet ja, przy swoich 158 centymetrach, spoglądałabym na tego pana z góry. 
Okazuje się, że ta ułomność nie przeszkadza inspektorowi rozwiązywać skomplikowanych i brutalnych zbrodni, opisywanych przez pisarza, którego dotąd nie znałam czyli Pierre'a Lemaitre.
Pierwsza moja styczność z jego twórczością była wprawdzie związana z powieścią "Ślubna suknia", ale dopiero trylogia z małym bohaterem spowodowała, że chciałabym aby te historie nie miały końca. 
Mam tylko mały problem z kolejnością w jakiej zabrałam się za lekturę owej trylogii. Choć właściwie nie spowodowało to ogromnego zawirowania w jej poznawaniu.
Jako pierwszą przeczytałam "Ofiarę", zaraz po niej zaś "Alex". Powinnam to zrobić w innej kolejności, ale dotarło to do mnie za późno. Właściwe okazało się to nawet interesującym zabiegiem i wcale nie zaburzyło poznawania historii głównych bohaterów. Autor bowiem bardzo płynnie wspomina o różnych wydarzeniach ważnych dla głównych bohaterów.
Wspomniałam o dwóch powieściach a przecież mowa o trylogii. Owszem, przede mną jeszcze jedna książka - "Koronkowa robota". Będzie u mnie ostatnia. Choć tak naprawdę powinna być pierwsza, jednak tym razem nie jest to przeze mnie zamierzone lub też nie wynika z mojego gapiostwa. Otóż, okazało się, że wydawnictwo MUZA wydało tę powieść jako ostatnią, nie sprawdziłam tego dokładnie, gdzieś o tym przeczytałam. W jakiś sposób jestem więc poniekąd usprawiedliwiona.
Nieco to skomplikowane, przyznaję. Podobnie jak zbrodnie i historie opisane w cyklu francuskiego pisarza.
Z uwagi na wspomniane zamieszanie z kolejnością czytania powyższych powieści zacznę od tej drugiej czyli "Ofiara".
Początek powieści zapowiada, że za chwilę wydarzy się coś niespodziewanego i wstrząśnie nami poważnie. Pierwsze słowa książki zapowiadają to bardzo jasno: "Za przełomowe uważa się takie wydarzenie, które wywraca twoje życie do góry nogami".
I zapowiadane wydarzenie takim właśnie jest. Młoda kobieta Anne Forestier, którą poznajemy jako bliską towarzyszkę pana inspektora Camille'a, wybiera się wcześnie rano do pobliskiego centrum handlowego, nowoczesnej galerii, gdzie zamierza wypić kawę. Udaje się do toalety a tam...staje nagle oko w oko z mężczyznami, którzy właśnie zamierzają założyć na siebie ciemne kominiarki i celują do niej z broni palnej. Spotkanie jest tak zaskakujące, że obie strony w pewnym sensie zastygają na chwilę. Potem już akcja nabiera ogromnego przyspieszenia. Brutalne pobicie do nieprzytomności młodej kobiety, napad na sklep jubilerski, heroiczna ucieczka ledwo żywej Anne na ulicę w pobliżu galerii, morze krwi i strzały z pędzącego auta. Wszystko to sprawia, że widzimy te sceny, niczym w sensacyjnym filmie. I chyba nic w tym raczej dziwnego, skoro autor powieści sam wspomina, że pisze tylko takie książki, które chciałby sfilmować Alfred Hitchcock. Ja poszłabym jeszcze dalej. Uważam, że jego powieści mógłby zekranizować każdy współczesny liczący się w branży filmowej reżyser. W powieściach tych bowiem nie brakuje ciekawych postaci, akcji i dobrej oraz zaskakującej intrygi.
Kiedy czytałam o brutalnie pobitej Anne, która jednak przeżyła i trafiła do szpitala zastanawiałam się, jaką wolę życia musiała mieć ta kobieta. I wówczas wydawało mi się to zupełnie możliwe. Jednak kolejne strony powieści powoli uchylały mi zupełnie inne oblicze zawiązanej na początku intrygi. Anne z ofiary przeistaczała się w uczestniczkę zbrodni a to z kolei stawiało w zupełnie innym świetle zakochanego w niej inspektora policji. To bardzo ciekawy zabieg, który z kolei wywołał dalsze zwroty akcji i kolejnych bohaterów. Również tego złego - skorumpowanego policjanta.

W podobnej konwencji napisana została również powieść "Alex", choć oczywiście na początku nic tego nie zapowiada. 
Poznajemy młodą, ładną kobietę, która przymierza peruki i jest nimi zafascynowana. Zjada kolację w eleganckiej restauracji gdzie kelnerzy uśmiechają się do niej przede wszystkim z powodu jej urody i delikatnego uśmiechu. Kobieta wychodzi do domu, biegnie za ostatnim odjeżdżającym autobusem. W ostatniej chwili rezygnuje jednak, mimo że uprzejmy kierowca informuje ją, że to już ostatni kurs. Kobieta spokojnie idzie dalej i nagle zostaje zaatakowana, brutalnie pobita i wrzucona do furgonetki. Znika a na miejscu zdarzenia pojawia się oczywiście ekipa naszego inspektora policji. Później śledzimy akcję w dwóch wątkach przemiennie. Widzimy co dzieje się z porwaną kobietą oraz jak posuwa się śledztwo. Celowo nie podałam imienia kobiety, ponieważ w powieści zmieni ona je kilkukrotnie. Kobieta porwana, zamknięta w niewielkiej skrzyni podwieszonej pod sufitem hali opuszczonych magazynów, zdana na łaskę swego oprawcy a później hordy szczurów. Współczujemy jej, ja przynajmniej trzymałam mocno kciuki, żeby udało jej się przeżyć koszmar. I tak się stało a później nagle zostałam zestawiona z zupełnie inną rzeczywistością, gdy porwana uciekinierka okazała się morderczynią. Dziewczyną, która uśmiercała mężczyzn, choć były wyjątki, zawsze używając roztworu żrącego kwasu siarkowego.
Długo nie mogłam się pogodzić z takim zwrotem akcji. Kiedy poznajesz bohaterkę, która przeżywa tak okrutne porwanie, darzysz ją sporą sympatią. Trudno więc zrozumieć dlaczego morduje. I nadal, choć to niepojęte, darzysz ją sympatią.
Alex to postać tragiczna i smutna. Ale o tym, co pchnęło ją do takich zbrodni, które opisuje Pierre Lemaitre i dlaczego na początku powieści oprawca gotuje jej tak okrutny los, każdy powinien przekonać się już sam.

Jak powiedziałam, przede mną jeszcze pierwsza część trylogii "Koronkowa robota". Z pewnością będzie godnym zamknięciem / otwarciem całości.

0 komentarze: