Detektywistyczne perypetie małżeństwa Beresford. Recenzja "Śledztwa na cztery ręce" Agaty Christie.


W pierwszy dzień kalendarzowej zimy (chociaż za oknem widoki raczej wiosenne) spędziłam trochę czasu z sympatyczną parą detektywów, o której pisałam już tutaj całkiem niedawno. Świeżo upieczeni małżonkowie Beresford ponownie znaleźli się w centrum wydarzeń, uwikłali się w ciemne sprawki świata przestępczego i szlifowali swoje umiejętności. Do życia powołała ich niekwestionowana Królowa kryminału - Agata Christie. W zbiorze opowiadań pod wspólnym tytułem "Śledztwo na cztery ręce" mamy możliwość przyjrzeć się angielskiej rzeczywistości lat dwudziestych ubiegłego wieku.



Szczęśliwe życie młodych małżonków toczy się spokojnie, można by rzec, że nawet dość nostalgicznie. W każdym razie Tuppence Beresford brakuje nowych przygód, emocji i adrenaliny związanej z rozwiązywaniem kolejnych spraw kryminalnych. Rozwiązanie pojawia się w chwili, gdy pan Carter zwraca się do młodej pary w sprawie założenia fikcyjnej agencji detektywistycznej, która ma być przykrywką dla działalności agencji szpiegowskiej skierowanej przeciwko Rosjanom. W świeżo założonej Międzynarodowej Agencji Detektywistycznej Błyskotliwi Detektywi Blunta Tommy i Tuppence Beresfordowie aż puchną z dumy, by pokazać swoje talenty. Niestety jest pewna drobna niedogodność - brak klientów. Dlatego oboje próbują swoich sił w najbardziej nawet trywialnych sprawach, z którymi zgłaszają się do nich przypadkowi ludzie. W dwudziestu trzech opowiadaniach śledzimy więc ich powolną i systematyczną pracę detektywistyczną. A to rozwiązują sprawę zaginionej perły, a to śledzą przestępcę przebranego w strój wykonany z gazety, lub demaskują zbrodniarza we mgle. Wszystkie te mniejsze i większe sprawy mają ich doprowadzić do spotkania z rosyjskim szpiegiem, który posłuży się specjalnym szyfrem.
Agata Christie, jak zwykle opowieść prowadzi z urokiem i humorem. Młodzi poszukiwacze przygód systematycznie poszerzają własne horyzonty, swoje działania zaś wzorują na postępowaniu Sherlocka Holmesa, generalnie rzecz biorąc wprost uwielbiają klasykę kryminału. W każdym nowym zleceniu starają się postępować jak książkowi detektywi. Trochę dla zabawy, ale i z poważnych pobudek   wcielają się w rolę mniej znanych detektywów, na przykład Thorndyke'a z powieści Richarda Austina Freemana czy braci Okewood z powieści Valentine Williams. Czasem robią to z wdziękiem, niekiedy zaś wychodzi im to dość topornie.  Można odnieść wrażenie, że autorka traktuje opowiadania z przymrużeniem oka. I myślę, że  własnie tak należy je odbierać.
"Śledztwo na cztery ręce" to zbiór opowiadań żartobliwych, lekkich i relaksacyjnych mimo że traktują często o zbrodniach i namiętnościach.


Przygody Tuppence i Tommy'ego prowadzą konsekwentnie do rozwiązania zagadki rosyjskich agentów, co ma miejsce w ostatnim opowiadaniu "Człowiek, który był numerem 16". I chociaż sukces odnoszą młodzi i mało doświadczeni ludzie okazuje się, że 

"Wielką jest przewagą być inteligentnym i nie wyglądać na to"

Tommy i Tuppence to urocza para, czasem niezbyt odważna i niezbyt rozsądna, ale przecież bardzo prawdziwa. Agacie Christie udało się stworzyć bohaterów prawdziwych, naturalnych i zabawnych. Ich przygody w rzeczywistym życiu wydają się mało realne, ale jedno jest pewne - prawdziwa jest ich miłość zakończona happy endem. Dzięki temu para detektywów, spodziewająca się dziecka będzie mogła na kolejne lata wycofać się z życia  agencji detektywistycznej...choć na chwilę.
"Śledztwo na cztery ręce" to książka, którą można spokojnie przeczytać w przedświątecznym czasie a także w każdym wolnym momencie. Być może w komfortowym i spokojnym życiu odczuwacie tęsknotę za przygodą...jak Tuppence. Miłej lektury!

Tytuł: "Śledztwo na cztery ręce"
Autor: Agata Christie
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 278

0 komentarze: