Moje pierwsze spotkanie z norweskim autorem bestsellerów. Recenzja "Krwi na śniegu" Jo Nesbø.


Kolejny mroźny dzień. Jaka więc lektura może pasować do styczniowego dnia? Oczywiście taka, w której śniegu jest pod dostatkiem. A że znajdziemy na nim ślady krwi, to już zupełnie inna sprawa.
I przyszedł na mnie czas. Tak, to właśnie ten moment, w którym poznałam, na czym polega fenomen twórczy pisarza z Norwegii. Chwała niech będzie kanałowi filmowemu Ale Kino, dzięki któremu zostałam obdarowana egzemplarzami dwóch nowych powieści Jo Nesbø. Otworzyłam pierwszą stronę i nim się spostrzegłam ujrzałam zakończenie. Fakt. Książka nie jest zbyt obszerna, liczy sobie zaledwie 176 stron. Ot, mini powieść. Ale wciąga niesamowicie od początku do końca.
Oto "Krew na śniegu" Jo Nesbø.



Dlaczego książka z pogranicza powieści detektywistycznej i policyjnej tak bardzo mnie zaciekawiła? Chciałabym powiedzieć, że zauroczyła, ale nie jestem pewna czy to wypada. W końcu chodzi o książkę, w której trup się ściele a krew się leje (na szczęście ta ostatnia wsiąka w śnieżną pierzynę). Przede wszystkim za sprawą stylu i obrazowej narracji. Po drugie dzięki świetnie wystylizowanej scenie wydarzeń, scenie zbrodni, która dzieje się w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku. To trochę przypomina kryminały pisane w tamtym okresie. Dodajcie do tego jedną z najmroźniejszych zim, jaką pamiętają ludzie, umieśćcie całość kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia i jest idealnie. 
Tak więc mamy zimę Anno Domini 1975. Oslo. Pada śnieg, jego delikatne płatki wirują wokół. Mogłoby być romantycznie, ale nie jest. Likwidator - morderca pracujący na zlecenie narkotykowego bossa otrzymuje kolejne zlecenie. Rutyna? Otóż nie. Młody Olav Johansen ma zabić żonę swego szefa. Ale Olav jest wyjątkowy. I tu dochodzimy do sedna tego, czym tak bardzo ujął mnie pisarz. Sposób wykreowania postaci głównego bohatera uważam za rewelacyjny. Młody, jasnowłosy, brodaty mężczyzna, który jest pełen wrażliwości i zdolny do miłości i to w bardzo czystej postaci. Jest sentymentalnym dyslektykiem, uroczym a jednocześnie bezwzględnym mordercą z upodobaniem czytającym książki. To postać tak pełna sprzeczności, że nie można przejść obok niej obojętnie. Może na tym własnie polega jego siła przyciągania. Morderca nie musi być wcale zwyrodniałym monstrum. Jo Nesbø ukazuje go jako człowieka, który ma swoje wspomnienia, (niektóre z nich są wyjątkowo ponure), odwołuje się do przeczytanych książek, cytuje filozofów. Jest człowiekiem, jak każdy z nas. I to jest chyba najbardziej smutne. Kolejny raz zadaję sobie pytanie, ile tak naprawdę wiemy o drugim człowieku? Podobnie zresztą, jak autor tej powieści:

"Ale to, co ci się wydaje, że wiesz o ludziach, to jedna rzecz, a wiedzieć naprawdę - to zupełnie inna".


Jo Nesbø udało się wykreować takiego przestępcę z duszą, który nie nadaje się do niczego poza zabijaniem, wszak ma dysleksję, która go dyskwalifikuje a jednocześnie okazuje się, że jest on nad wyraz oczytany i inteligentny. Może jest zbyt miękki i sentymentalny i do tego próbuje chronić słabszych, ale to właśnie mnie w nim ujęło. Wiem, że niektórzy czytelnicy skreślili tę postać jako bezbarwną, nijaką. Mnie ujął swymi słabościami.
Historia zawarta w powieści niemal w całości opowiedziana jest przez tego młodego likwidatora, który zakochuje się w swej potencjalnej ofierze. Dopiero pod koniec do głosu dochodzi narrator i ukazuje nam niezwykłe zakończenie.
Powieść jest skonstruowana z dużym kunsztem. Jest to widoczne w stylu pisania, który jest prosty i obrazowy. 

"Wiatr, który od pewnego czasu wygwizdywał w rynnie smutną melodię, spakował instrument".
Cóż, po takim stwierdzeniu nie pozostaje mi nic innego, jak wyjrzeć przez okno i sprawdzić, co porabia mój wiatr zimowy. 
Książka "Krew na śniegu" to literacka podróż w czasie, do czasów ogromnej popularności mini powieści detektywistycznych, które chętnie zabierało się ze sobą do pociągu.
Jest jeszcze jedna rzecz, która przekonała mnie do tego, by sięgnąć po inne książki norweskiego pisarza. To scena zbrodni uformowana niczym w filmie Quentina Tarantino. Surowa, brutalna, bezpośrednia i okraszona nutą czarnego humoru. Z pewnością zapada w pamięć.
Właściwie to się cieszę. Przed sobą mam kolejną w cyklu powieść "Więcej krwi". Właśnie leży na moim biurku. A w zanadrzu jest jeszcze tak utytułowana i wychwalana seria o policjancie Harrym Hole'u. Niektórzy z was już to wszystko czytali. Ja nie. I przede mną z pewnością jeszcze wiele niezapomnianych wrażeń. Czegóż chcieć więcej?

Tytuł: "Krew na śniegu"
Autor: Jo Nesbø
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 176
seria: ślady zbrodni

2 komentarze:

  1. Książka była całkiem ok, ale dla mnie bez szału, spodziewałam się większej rewelacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To było moje pierwsze spotkanie z twórczością autora. Uważam je za udane. Bardzo dziękuję za odwiedziny na moim blogu :-)

      Usuń