Czy czas leczy rany? Recenzja książki "Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa" Marka A. Koprowskiego.




Wołyń. Piękna kraina, która zajęła poczesne miejsce na obszarze ziem kresowych należących do II Rzeczypospolitej. Przed wybuchem drugiej wojny światowej mieszkało tam, jak podają źródła, 16% Polaków oraz 68% Ukraińców. Wśród ludności Wołynia należy wymienić także Czechów, Niemców oraz Żydów. W relacjach mieszkańców Kresów Wschodnich przeważają wspomnienia dobrych kontaktów i stosunków sąsiedzkich mających miejsce na Wołyniu.
Przerażająca zmiana nastąpiła wraz z nadejściem drugiej wojny światowej, szczególnie po napaści hitlerowskiej na ZSRR w czerwcu 1941 roku. Wówczas do głosu doszły skrajnie nacjonalistyczne środowiska związane z Organizacją Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińską Armią Powstańczą. Rozpoczął się terror mający wsparcie ze strony nazistów, dla których konflikt ukraińsko-polski był na rękę. Apogeum mordów na ludności polskiej Wołynia stanowił lipiec 1943 roku. 
11 lipca 2016 roku minęła 73. rocznica tych krwawych i nieludzkich wydarzeń. Rocznica zmasowanego ataku na setki miejscowości polskich, w których żyli i pracowali Polacy. 
Marek A. Koprowski - pisarz, dziennikarz i reporter, od ponad dwudziestu lat popularyzujący historię i zajmujący się problematyką wschodnią, wydał kolejną książkę o losach Polaków na Kresach Wschodnich. To "Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa", tom wspomnień mieszkańców Wołynia. 

Autor zebrał w nim relacje osób, które były świadkami wydarzeń bestialskich i okrutnych w 1943 roku. Wśród nich znalazły się wspomnienia żołnierzy walczących w 27 Wołyńskiej Dywizji AK, zarówno kobiet jak i mężczyzn, żyjących jeszcze oraz tych, którzy nie doczekali wydania publikacji Marka Koprowskiego. 

W książce "Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa" znajdują się relacje żołnierzy Przebraża, którzy na wieść o nasilających się mordach dokonywanych na ludności polskiej przez nacjonalistów ukraińskich postanowili zorganizować samoobronę. Oddziały miały za zadanie bronić polskie kolonie i wsie. Pozyskiwano broń od Niemców, którym zgłaszano potrzebę obrony ludności przed leśnymi bandami. Niemcy pozwalali na to, choć broń przekazywana na ten cel pozostawiała wiele do życzenia i praktycznie była nie do użycia. Z czasem zaczęto zdobywać broń pokątnie oraz organizowano warsztaty rusznikarskie. 
O tym i innych kwestiach opowiedzieli m.in. Zygmunt Mogiła-Lisowski, ziemianin z Romanówki, Jan Niewiński ze wsi Rybcza, Dyoniza Szwed z Łucka. To ludzie, którzy bardzo szybko musieli dorosnąć, ich dzieciństwo skończyło się, gdy mieli po kilka, kilkanaście lat. Wspominają swoje szczęśliwe dzieciństwo spędzane wśród pól i lasów, szkolne lata, swoich nauczycieli. Podkreślają bardzo dobre współżycie wszystkich narodowości koegzystujących na Wołyniu, trwające do wybuchu II wojny światowej. Pamiętają też, że podczas akcji depolonizacyjnych na Wołyniu niektórzy Ukraińcy pomagali Polakom, ostrzegali przed planowanymi napadami, udzielali rannym pomocy. Nie wszyscy przyłączali się do zwyrodnialców dzierżących siekiery i młoty. Mówią o uczuciach towarzyszących im oraz ich rodzinom po 17 września 1939 roku. 

"Nikt nie chciał uwierzyć, że w plecy uderzył nam drugi napastnik"
Wspominają wkroczenie Sowietów na Kresy, nie mogąc się nadziwić, co rewolucja bolszewicka w Rosji uczyniła z jej mieszkańcami.

Relacjom świadków historii sprzed siedmiu dziesiątków lat towarzyszą emocje, ale także refleksje, które  są wyrazem troski o prawdę historyczną. Ludzie ci, wiele lat po zakończeniu II wojny światowej, angażowali się w działalność organizacji kresowych i kombatanckich, odwiedzali miejscowości na Wołyniu: Kowel, Zasmyki czy Kupiczów. Jak 96 - letni Franciszek Leszczyński - żołnierz 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty Armii Krajowej.


Świadkom bezbrzeżnego ludobójstwa trudno jest mówić o tym, co przeżyli. Trudno jest czytać o okrucieństwach UPA i OUN. O paleniu całych wsi, mordowaniu dzieci, kobiet i starców. O ukraińskich sąsiadach, którzy wykańczali Polaków czym się dało. Nam, dzisiaj żyjącym ciężko jest to zrozumieć, ocenić i wybaczyć.
Jan Niewiński - wnuk nauczyciela z Rybczy mówi:

"Wyrosły nowe pokolenia, a ukraińscy zbrodniarze, którzy mordowali już dawno nie żyją. Trzeba jednak w trosce o prawdę historyczną dokonać moralnej oceny tego, co zdarzyło się na Kresach Rzeczypospolitej".
"Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa" to książka bardzo osobista, ale jednocześnie ważne i cenne źródło wiedzy o wydarzeniach, które powinny zostać przywrócone pamięci współczesnych pokoleń. Jednocześnie jest ciekawym zbiorem wspomnień, które ukazują realia życia na Kresach Wschodnich, uzupełnionym zdjęciami pochodzącymi ze zbiorów autora i umieszczoną na końcu książki Listą obrońców Przebraża, zebraną przez śp. podpułkownika Mirosława Łozińskiego, biorącego udział w obronie tej miejscowości.

To rodzaj hołdu i pamięci o tych, którzy bronili polskości i przeciwstawili się złu w najgorszej jego postaci.

Warto sięgnąć do wspomnień spisanych przez Marka Koprowskiego. Przede wszystkim po to, by usłyszeć głos tych, którzy przeżyli i mieli siłę opowiedzieć prawdę o złej przeszłości, ale również po to, by móc poznać tych, którzy żyli, pracowali, świętowali i mieli marzenia - jak my.

Tytuł: "Wołyń. Mówią świadkowie ludobójstwa"
Autor: Marek A. Koprowski
Wydawnictwo: Replika
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 288

Za możliwość zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu:





0 komentarze: