Z milicyjnym pozdrowieniem, czyli recenzja "Śliskiego interesu" Ryszarda Ćwirleja.



Dzisiaj zacznę nieco nietypowo, bo od piosenki, która ma już trzydzieści dziewięć lat. Słuchałam jej w dzieciństwie z odbiorników tranzystorowych, w domu i podczas wakacyjnych wyjazdów. Jej słowa i melodia zapadły mi w pamięć do tego stopnia, że wystarczy jeden takt czy fragment tekstu, bym przypomniała sobie wszystkie przyjemne chwile związane z dzieciństwem i wczesną młodością. Tą piosenką jest utwór skomponowany przez Zbigniewa Wodeckiego "Zacznij od Bacha". Co może łączyć udany przebój z lat PRL - u z powieścią kryminalną? Ano to, że piosenka ta stała się bohaterką drugiego planu książki, która w bardzo udany sposób przybliża czytelnikom peerelowską rzeczywistość.
Książką tą jest "Śliski interes" Ryszarda Ćwirleja - dziennikarza i wykładowcy akademickiego, twórcy nowego gatunku literackiego zwanego kryminałem neomilicyjnym. Jest to siódma część kultowej serii, którą docenili wielbiciele powieści kryminalnych, między innymi na Festiwalu Kryminalnym Piła w 2015 roku.


W moim przypadku powieść kryminalna "Śliski interes" okazała się pierwszym spotkaniem z twórczością Ryszarda Ćwirleja. Przyznaję, że okazało się ono bardzo udane. Przede wszystkim dlatego, że powieść w oryginalny sposób przypomniała mi czasy schyłkowego PRL - u, ukazując życie naszych rodaków, sprzed ponad trzydziestu lat, w krzywym zwierciadle. Humor, szaro - bura rzeczywistość i barwni bohaterowie przypominają przy tym filmowe kreacje rodem z Barei.

"Śliski interes" to opowieść o milicjantach z Poznania i Piły (choć nie tylko), którzy zostają oddelegowani lub też nieopatrznie wplątani w dosyć zawiłą intrygę i śledztwo - priorytetowe dla najwyższych władz państwa.

Akcja powieści rozpoczyna się zimą 1983 roku. Powoli zbliżają się Święta Bożego Narodzenia, wieść niesie, że bratnia Kuba wysłała do Polski dostawę cytrusów. Ludzie wystają w kolejkach po karpia, "zdobywają" szynkę i inne delikatesowe produkty, ich zaradność może dzisiaj budzić nasz podziw. Jednak fama głosi, że wódka Wyborowa, towar "niezbędnej potrzeby", sprzedawana na kartki jest wybrakowana. Prawdopodobnie ktoś chce oszukać naród, a na to nie może być zgody. Dlatego wydział dochodzeniowo - śledczy z Poznania rusza do akcji. Wśród grupy najlepszych oficerów MO znajduje się chorąży Teofil Olkiewicz. Niezwykłe indywiduum - alkoholik, wałkoń, mający szczęście do tego, by ostatecznie być bohaterem mimo woli.


Ale "oryginałów" wśród aparatu władzy jest więcej, milicjantów i funkcjonariuszy SB. Czasem poruszają się jak we mgle, czasem zaś mają niezwykłego "nosa" do rozwiązywania milicyjnych szarad. Koledzy milicjanci dbają o swoje interesy, potrafią się wspierać w trudnej rzeczywistości. Każdy z nich ma inne zalety, choć większości z nich nie brakuje wad. Dzięki temu są prawdziwi i idealnie dopasowani do opowieści o działaniach operacyjnych kraju demokracji ludowej. Co ciekawe, jeden z nich pisze powieść kryminalną, której treść poznajemy niezależnie od akcji przedstawionej w "Śliskim interesie". To nietresujący zabieg literacki, dodający smaku głównej narracji.

W "Śliskim interesie" jest chyba wszystko, co niezbędne do stworzenia czarnego kryminału, a więc świetna intryga, obraz siermiężnej i pełnej absurdów rzeczywistości, ironia i mnóstwo humoru. Mamy zwłoki, które znikają, przemyt wszelkiej maści i rywalizację grup przestępczych, pościgi samochodowe (w granicach wyznaczonych przez wydolność i moc ówczesnych silników), pospolitych cinkciarzy, alfonsów, prostytutki oraz zwyczajnych obywateli, wśród nich zaś kilka uczuciowych sprzedawczyń, pracownic fabryk i grabarzy.

Ryszard Ćwirlej bawi się konwencją gatunku. Jego kryminał stawia opowiastki rodem z Kolorowych Zeszytów o Kapitanie Żbiku w groteskowym świetle. Bohaterowie są śmieszni, niewykształceni, prości i mocno przerysowani. Dzięki temu czytelnik otrzymuje barwną, zaskakującą i zabawną lekturę. Idealną, żeby przypomnieć sobie czasy, do których już nie chcemy wracać. Idealną, żeby spędzić jesienny wieczór w doborowym towarzystwie, z odpowiednim dystansem i humorem.

Z milicyjnym pozdrowieniem!

Tytuł: "Śliski interes"
Autor: Ryszard Ćwirlej
Wydawnictwo: MUZA SA
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 512

Za umożliwienie zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu:



4 komentarze:

  1. Nie znam twórczości Ryszarda Ćwirleja, ale widzę, że ta publikacja mogłaby przypaść do mojego gustu ;). Wspomniany przez Ciebie utwór jest mi dobrze znany, a czasu PRL-u, to epoka, której nie boję się w literaturze, do tego humor, ponura szaro-bura rzeczywistość,dystans, barwni bohaterowie - dosłownie wszystko przemawia na TAK! Jeśli znajdę wolną chwilę, z przyjemnością przeczytam! :) Pozdrawiam ciepło Beatko :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to również było pierwsze tego typu spotkanie. Naprawdę udane. Pan Ćwirlej ma świetny styl i potrafi pisać o latach minionych. Spędziłam z tą lekturą dobry czas :) Dzięki za odwiedziny Agnieszko :)

      Usuń
  2. Podoba mi się powrót do czasów, które znam z opowieści rodziców. Dobrze, że autor wykorzystał własne umiejętności do stworzenia naprawdę mocnej intrygi, a jednocześnie nie zapomina o ironicznych poczuciu humoru. Przeczytam z chęcią. Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak! Powrót do czasów, które się pamięta to bardzo dobry pomysł na lekturę. Książka ma dużo dobrych cech. Warto przeczytać. Dziękuję za odwiedziny :)

      Usuń