Zapraszam Was do "Bramy piekieł". Recenzja powieści Billa Schutta i J. R. Fincha.


Ostatni dzień października spędziłam z książką, która zaskoczyła mnie pod wieloma względami. Przede wszystkim nie spodziewałam się, że przeczytam powieść tak umiejętnie łączącą kilka gatunków literackich, pozostawiając przy tym obietnicę kontynuacji niezwykłej historii. Mowa o "Bramie piekieł" napisanej przez dwóch oryginalnych autorów. Jeden jest malarzem i miłośnikiem historii uwielbiającym eksplorować jaskinie. Drugi zaś jest pisarzem, ale również zoologiem specjalizującym się w kręgowcach. J. R. Finch i Bill Schutt sprawili, że z niecierpliwością będę wypatrywać kontynuacji przygód bohaterów występujących w "Bramie piekieł".

Fabuła powieści, choć fikcyjna, łączy bardzo umiejętnie elementy prawdziwe i historycznie udokumentowane. Akcja rozgrywa się pod koniec II wojny światowej, ściślej mówiąc w 1944 roku, kiedy to losy konfliktu zmierzały do ostatecznego rozstrzygnięcia. Wszystko zaczyna się w tak zwanym kotle korsuńskim na froncie sowiecko - niemieckim, 16 lutego 1944 roku. Jednak jest to jedynie przedsmak tego, co nas czeka na kolejnych stronach powieści. Autorzy bowiem, bardzo umiejętnie, przenoszą nas do brazylijskiej dżungli, gdzie wśród pradawnego krajobrazu wypełnionego wyjątkową fauną i florą, amerykański wywiad natrafia na niesamowite znalezisko. Z niedostępnego grzęzawiska wyłania się porzucona japońska łódź podwodna, ogromna i prawdopodobnie największa, jaką dotąd wyprodukowano. Na miejsce znaleziska zostaje wysłany oddział komandosów. Ma zbadać, dlaczego okręt podwodny pojawił się w tak nietypowym miejscu, co przewoził, czym zajmowała się jego załoga. Niestety komandosi nie dają znaku życia. Armia amerykańska decyduje się więc wysłać do przeklętego miejsca w środkowej Brazylii kapitana R. J. McCready'ego, naukowca - zoologa, błyskotliwego i działającego nieszablonowo samotnika, który może zrozumieć to, czego inni nawet nie dostrzegają.

Pojawienie się McCready'ego na ogromnym płaskowyżu otwiera przed czytelnikiem autentyczną Bramę Piekieł, jeden z najbardziej odległych i niezbadanych rejonów świata. Miejsce pełne tajemnic, spowite mgłą, wypełnione nieznanymi dźwiękami, szelestem, i mrokiem, który powoduje drżenie serca i niejasne przeczucie nadchodzącego szaleństwa. Ta warstwa powieści udała się autorskiemu duetowi wręcz znakomicie. Czytając powieść miałam nieodparte wrażenie, że ktoś mnie obserwuje, czai się w czeluściach mojego umysłu nie dając chwili wytchnienia od grozy i niebezpieczeństwa. Poziom realizmu sprawił, że na własnej skórze czułam ukłucia owadów i innych stworzeń, których tak naprawdę nie chciałabym widzieć za dnia. Słyszałam dziwne dźwięki oraz niemal demoniczną ciszę, która zawsze zapowiadała coś złego, choć pachnącego jak kwiaty. Bo cisza w "Bramie piekieł" miała zapach gardenii. 
Atmosfera strachu, opisy krajobrazu i miejsc, do których trafiamy powodują, że za wszelką cenę chcemy dowiedzieć się, jaki diabelski projekt szykują naziści, żeby sprowadzić na świat apokalipsę. 
Działania niemieckich i japońskich naukowców to nie jedyne niebezpieczeństwo, które może zagrozić ludzkości. W nieprzeniknionej dżungli ukryte są pradawne siły, sprytnie wciągające nieszczęśników w pułapki. Widma, demony, chupacabry, jakimś cudem ożywione dawno wymarłe gatunki zwierząt, zaginione indiańskie plemiona. To niezwykły krąg, który wciąga nas w najciemniejszą z czeluści zła. 
Pośród tego wszystkiego ważą się losy II wojny światowej. Podejmowane są próby tworzenia bombowców międzykontynentalnych o napędzie rakietowym, hitlerowskiej machinie śmierci towarzyszą obdarzeni nadludzkimi właściwościami nadludzie, pseudonaukowcy prowadzą eksperymenty z bronią biologiczną. 

"Brama piekieł" to bardzo udana powieść łącząca cechy kilku gatunków literackich. Zawiera elementy sensacji, przygody, horroru i historii. Ciekawie poprowadzona fabuła, dynamiczna akcja, atmosfera wojennego koszmaru, tajne projekty i nieznane zagrożenie sprawiają, że trudno jest się oderwać od lektury. Na uwagę zasługują kreacje bohaterów, których łatwo jest nam sobie wyobrazić, z którymi możemy się utożsamić. Interesujące są nawiązania do prawdziwych wydarzeń i ludzi z okresu II wojny światowej: ośrodka doświadczalnego w Peenemünde, niemieckiej Flugkapitän Hanny Reitsch czy Eskadry lotniczej  "Leonidasa".
Ale o oryginalności powieści świadczy przede wszystkim niezwykłe połączenie naukowych teorii z literacką fikcją. Dzięki temu powstała świetna historia mająca znamiona autentyczności. 

"Brama piekieł" to powieść o tym, że nauka i marzenia mogą zawsze zostać wciągnięte w jarzmo wojny. Ale także niezwykła przygoda, trochę rodem z Indiany Jones'a. Przeczytać warto. Emocje gwarantowane i nastrój przypominający klimat słynnej "Wyspy doktora Moreau" z Marlonem Brando w roli głównej.

Tytuł: "Brama piekieł"
Autor: Bill Schutt, J. R. Finch
Wydawnictwo: HarperCollins Polska
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 366

Za umożliwienie zrecenzowania książki dziękuję Wydawnictwu


2 komentarze:

  1. Naprawdę Beatko, pomału boję się do Ciebie zaglądać, bo zawsze skusisz mnie ciekawą książką, tym razem przeszłaś samą siebie, genialnie napisałaś o tym tytule, gdyby było to możliwe, to natychmiast pobiegłabym do księgarni, kupiła książkę i zaczęła ją czytać! Nieładnie tak podsycać czyjąś ciekawość ;)))
    "Zawiera elementy sensacji, przygody, horroru i historii" - lepiej być nie może!Buziaki Kochana, bez wątpienia kupię tę książkę! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Agnieszko kochana, to absolutnie nie było moim zamiarem: straszyć Cię nowymi tytułami ;-) Ale powiem Ci, że przy tej książce naprawdę miałam dreszcze. I do tego ma taki niekonwencjonalny pomysł. Jestem dumna, że udało mi się podsycić ciekawość. Buziaki dla Ciebie :)) koniecznie

      Usuń