Hiszpańska sobremesa, czyli recenzja "Karmelowej jesieni" Aleksandry Tyl. Październikowa premiera!


Jesień niejedno ma oblicze. Od pięknego, słonecznego i obsypanego dywanem z różnokolorowych liści po szare, deszczowe i ponure z parą kaloszy u progu. A co byście powiedzieli na jesień spędzoną po trosze w hiszpańskiej scenerii? Brzmi dobrze? W takim razie czas na podróż z bohaterami najnowszej powieści Aleksandry Tyl "Karmelowa jesień".

"Karmelowa jesień" to kontynuacja wydarzeń przedstawionych w powieści "Magiczne lato". Jeśli znacie poprzednią opowieść z pewnością będzie Wam łatwiej zrozumieć wszystkie niuanse fabularne. Nie miałam okazji przeczytać wcześniejszej książki autorki, ale udało mi się płynnie wejść w wykreowany przez nią świat. Głównie za sprawą przyjemnej narracji, lekkości pióra pisarki i elementom humorystycznym, które pojawiały się co jakiś czas, by zrównoważyć całkiem poważną tematykę. 
"Karmelowej jesieni" poznajemy losy Marianny, która niespodziewanie, i w tragicznych okolicznościach, traci bliskich. Młoda kobieta przeżywa chwile załamania, nie wie jak poradzić sobie ze śmiercią rodziców i ukochanej babci. Do tej pory żyła spokojnie, bez większych problemów, trochę "pod kloszem" rozpostartym nad nią przez rodzinę i przyjaciół. Marianna jeszcze nie wie, że los postanowił pokazać jej jak dorosnąć i zacząć żyć pełnią życia. Pierwszym krokiem okazuje się odkrycie, że ojciec bohaterki regularnie przesyłał pieniądze pewnej mieszkance Sewilli. Marianna postanawia wyjaśnić rodzinną tajemnicę, wyjeżdża do Hiszpanii, a tam trafia w sam środek perypetii kilku starszych pań prowadzących podupadłą kawiarnię. Zaangażowana w życie tancerek flamenco powoli zaczyna odkrywać zupełnie inny świat kobiet, które próbują poradzić sobie z samotnością i przemijaniem. W wyniku pewnej niepisanej umowy Marianna decyduje się pomóc w odbudowaniu świetności lokalu, wykorzystuje swoje umiejętności cukiernicze i poddaje się atmosferze urokliwej stolicy Andaluzji.

W książce nie brakuje hiszpańskiego klimatu, spacerów po uliczkach miasta, przejażdżek dorożką wśród turystycznych atrakcji, spotkań w kawiarniach i barach oferujących smakowite tapas. Trochę blichtru towarzyszącego śmietance towarzyskiej Sewilli, ale także prostego i mniej ładnego życia mieszkańców ponurego osiedla, którego raczej nie pokazuje się turystom. 
Jednak świat ten można upiększyć, wbrew wszystkim i wszystkiemu, szanując wspomnienia, spełniając najskrytsze marzenia nawet wtedy, jeśli wydaje nam się, że lepiej jest żyć z dnia na dzień.

"Karmelowa jesień" to pozytywna powieść obyczajowa, bardzo kobieca i delikatna. Opowieść o tym, że warto mieć marzenia i dążyć do ich spełnienia. O życiu, które zaskakuje nas samych i potrafi poruszyć nasze zmysły, nawet jeśli były skrzętnie ukryte za stertą porzuconych nadziei. Zgodnie z hiszpańską filozofią zamkniętą w słowie sobremesa

Przeczytałam powieść Aleksandry Tyl z przyjemnością, w karmelowym jesiennym nastroju, w opozycji do szarej aury za moim oknem. Niejednokrotnie nabrałam ochotę na opisywane słodkości, na posłuchanie hiszpańskich rytmów, a nawet na spotkanie z pewnym...duchem.

Podobało mi się, że poza głównym wątkiem fabularnym, występowały w powieści także wątki poboczne, różne postaci i zmieniająca się sceneria. No i otwarte, niedopowiedziane zakończenie sugerujące kontynuację losów głównych bohaterów książki. 
Było "Magiczne lato", "Karmelowa jesień", to może teraz czas na wiosenne porywy serc? Kto wie? Ostatnie słowo należy do autorki. W każdym razie ja nie mam nic przeciw temu.


Polecam "Karmelową jesień" z jej smakiem, który wyda Wam się kwintesencją pory roku aktualnie towarzyszącej nam za oknem. Ciepła i optymistyczna lektura w sam raz na spokojne wieczory.


Tytuł: "Karmelowa jesień"
Autor: Aleksandra Tyl
Wydawnictwo: Prozami
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 496

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję bardzo Portalowi:


który powieść "Karmelowa jesień" objął swym Patronatem

2 komentarze:

  1. Ostatnio mam drobny przesyt, ciepłe i optymistyczne historie dosyć często wpadają w moje ręce, teraz mam ochotę na coś mocniejszego, nawet szokującego, ale tytuł zapamiętuję, bo tak ładnie piszesz o tej książce :). Piękne zdjęcia Beatko! :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja z kolei niezbyt często mam przyjemność czytać tego rodzaju powieści, dlatego co pewien czas są w stanie dać mi sporo przyjemności i oddechu przy tych bardziej "strasznych" opowieściach. Dzięki, staram się, ale i tak zawsze podziwiam Twoje fotograficzne scenerie :)

      Usuń