O odkrywaniu siebie, czyli recenzja powieści "Carol" Patricii Highsmith


Nie byłoby tego wpisu, gdyby nie film. To od niego wszystko się zaczęło, od nominowanego do Oscarów w sześciu kategoriach filmu "Carol". Dwie wyjątkowe aktorki: Cate Blanchett i Rooney Mara wyczarowały przede mną niezwykłą historię o miłości. Ich kreacje aktorskie wywołały lawinę emocji, które postanowiłam odnaleźć w literackim pierwowzorze filmu. Dlatego, poszukując niezwykłej aury zapamiętanej z filmu w reżyserii Todda Haynesa, zdecydowałam się przeczytać powieść napisaną w połowie XX wieku przez Patricię Highsmith. W 1952 roku jedno z amerykańskich wydawnictw wydało "Carol", wówczas jeszcze noszącą tytuł "The Price of Salt".
Pisarka, znana przede wszystkim z powieści suspensu "Znajomi z pociągu", opublikowała swą nową powieść pod pseudonimem Claire Morgan. Po wyczerpaniu nakładu książka ukazała się dopiero w 1984 roku. W 2014 roku została wyemitowana adaptacja radiowa powieści, natomiast w 2015 roku pojawiła się, wspomniana wcześniej, adaptacja filmowa. W latach 50-tych XX wieku powieść uważana była za skandalizującą z uwagi na ówczesną obyczajowość. Dotyka bowiem relacji dwóch, różnych od siebie kobiet, przedstawiając ją wyjątkowo otwarcie.


"Carol" skupia się na relacji dwóch osób, które poznają się przypadkowo. W przedświątecznym, ogarniętym bożonarodzeniowymi zakupami Nowym Jorku bohaterki powieści spotykają się po raz pierwszy. Therese Belivet, młodziutka sprzedawczyni w jednym z domów towarowych, zauważa bezsensowność swojej pracy, która ogranicza jej marzenia, nawet jeśli kobieta nie do końca zdaje sobie z tego sprawę. Tkwiąc w sztywnych ramach ustalonych konwenansów podąża wyznaczoną ścieżką, być może z przyszłym narzeczonym u boku. Jej przeszłość owiana jest pewną nutą tajemnicy, Therese nie ma oparcia w rodzinie, już na wstępie dorosłego życia czuje się samotna, rozczarowana i nieszczęśliwa.
I oto któregoś dnia przed wypełnioną zabawkami sklepową ladą zjawia się Carol - dojrzała, elegancka i piękna kobieta, stojąca u progu rozwodu. Spotkanie dwóch kobiet prowadzi do nieoczekiwanej więzi, rodzącego się uczucia, obopólnej fascynacji i miłości.

Powieść przepełniona jest żywymi i lirycznymi fragmentami, z których wyłania się obraz związku opartego na poszukiwaniu prawdziwego szczęścia. Pierwszy wspólny obiad, wspólna jazda samochodem, słuchanie muzyki, woń perfum, spojrzenia, gesty, rozmowy i śmiech.

Tak budowany jest każdy związek. Kiedy się zakochujesz ciągle analizujesz znaczenie najmniejszych sygnałów wysyłanych przez drugą osobę. Tak właśnie jest z Therese. Jest oczarowana Carol, która pokazuje jej zupełnie inny świat. Jednocześnie odczuwa strach, że zamiast niej kobieta wybierze jednak dobro własnej córki. Rozterki obu bohaterek towarzyszą nam przez całą powieść. Obie zostały zaskoczone intensywnością swoich uczuć, obie muszą zrozumieć, co jest dla nich ważne: szczęście drugiej osoby, czy społeczna akceptacja.
"Carol" przypomina po trosze powieść drogi. Bohaterki wyruszając we wspólną podróż odkrywają siebie na nowo. Zaglądają w głąb siebie. Przemierzają amerykańskie miasta i miasteczka, w pewnym sensie będąc uciekinierkami, w końcu będą musiały podjąć najważniejsze decyzje w swoim życiu.

"Carol" jest powieścią napisaną ze smakiem i wyczuciem, sporo w niej melancholii, ale także niedopowiedzeń i tajemnic, które budują klimat opowieści. 
W połączeniu z ekranizacją książka Patricii Higsmith wywarła na mnie duże wrażenie. Cieszę się, że mogłam ją przeczytać. Z przyjemnością wrócę do niej jeszcze nie raz. Choćby po to, by odnaleźć w niej atmosferę świata lat 50-tych XX wieku, i wsłuchać się w głosy ludzi doskonale tworzących tło dla opowieści o miłości bez granic.


Tytuł: "Carol"
Autor: Patricia Highsmith
Wydawnictwo: Noir sur Blanc
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 312

5 komentarzy:

  1. Po przeczytaniu Twojej recenzji chętnie sięgnę po tę książkę. A później obejrzę firm :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Na mnie film zrobił duże wrażenie. Dlatego sięgnęłam po książkę. Nietypowa kolejność. To jedyna tego rodzaju powieść autorki. Ale myślę, że przeczytam też inne.

      Usuń
  2. Jak zawsze piękna i ciekawa recenzja Beatko, zainteresowałaś mnie książką i ekranizacją, jak tylko wygrzebię się z zaległości, chętnie sięgnę po ten tytuł...
    PS. Czasem mam wrażenie, że już nigdy się nie wygrzebię, znów byłam nieasertywna i kolejne książki są w drodze do mnie ;)) Ech...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spotkałam się z opinią, że film był nużący, ale ja...zakochałam się w nim. I stąd to wszystko. Pięknie dziękuję. A książki? Niech przybywają :)

      Usuń
  3. Tak, niech przybywają, tylko już nie wiem, kiedy je przeczytam i zrecenzuję ;) Szukam sposobu na rozszerzenie doby, już nie wiem z czego zrezygnować, żeby jeszcze więcej czytać? Sen już ograniczyłam maksymalnie, tv prawie nie oglądam - hm... co by tu jeszcze? ;)))

    OdpowiedzUsuń