A mogło być tak pięknie, czyli recenzja "Ostatnich srebrników" Tadeusza Biedzkiego.


Przeczytałam powieść Tadeusza Biedzkiego "Ostatnie srebrniki" jakiś tydzień temu, nadal jednak nie wiem, jak ją ocenić. Wydawnictwo Bernardinum reklamuje książkę jako połączenie historii, sensacji i kryminału w jednym. Wydawać by się mogło, że to dobra zachęta, poza tym z opisu wynika również, że "autor - wzorem Dana Browna i Umberta Eco - po mistrzowsku prowadzi nas przez zaułki historii, pokazując, jak wydarzenia z przeszłości wpływają na jej bieg (...)". Nie po raz pierwszy i nie ostatni porównania twórczości innych pisarzy były tworzone nieco na wyrost. Tym razem jednak, moim zdaniem, takie odniesienie wywołuje wyjątkowo mieszane uczucia.

Zacznijmy od pomysłu na kompozycję. Autor zdecydował się na prowadzenie narracji dwutorowo, współczesne wątki fabularne zostały poprzetykane treściami historycznymi. Co ciekawe, Tadeusz Biedzki zmieścił dwa tysiące lat historii w połączeniu z aktualnie rozgrywającymi się sensacyjnymi wydarzeniami, na niewiele ponad dwustu stronach powieści. Niesamowicie zwarta forma. Według mnie wiele wątków można było rozwinąć, wzbogacić kreacje bohaterów, nadać im trochę więcej wiarygodności. Ale pisarz miał inny zamysł. Prawdopodobnie postawił sobie ważny cel - przekazać wiedzę historyczną w jak najbardziej przystępnej postaci. Myślę, że to mu się udało. Przedstawił historię chrześcijaństwa, papiestwa i wydarzenia biblijne w ciekawy sposób - według mnie - to najmocniejsza strona powieści "Ostatnie srebrniki".

Wszystko zaczyna się, gdy w ręce bohaterów - pary polskich turystów - podróżników, trafia stara, pięknie wykonana, drewniana szkatułka. Z tym przedmiotem związana jest oryginalna przepowiednia czy może klątwa. Artefakt przynosi nieszczęście temu, kto znajduje się w jego posiadaniu. Wanda i Tadeusz, zapewne sam autor wraz z małżonką, szybko przekonują się, że w ich życiu rozpoczął się nowy i śmiertelnie niebezpieczny etap. W kościele w Barcelonie zostaje zamordowany ksiądz, ale szybko okazuje się, że ktoś chce zatuszować całą sprawę, przy okazji również zdobyć cenną szkatułkę, która skrywa w sobie tajemnicę mogącą wstrząsnąć w posadach nie tylko naukowy świat.

O ile warstwa historyczna powieści wzbudziła moje zainteresowanie, o tyle wydarzenia fabularne dziejące się współcześnie zupełnie mnie nie porwały. Niby wszystko było jak należy, pojawiła się tajna organizacja spiskowa, sięgająca swymi wrogimi mackami do niemal każdego zakątka Europy, pragnąca zniszczyć instytucję Kościoła katolickiego i zapewne zapanować nad światem. Przeciwko Zakonowi Judasza i Piłata, bo tak nazwana została organizacja terrorystyczna, zorganizowany opór stawiły służby watykańskie, Interpol i...dwoje polskich turystów. W sumie nic dziwnego, bohater powieści Dana Browna, do których porównano "Ostatnie srebrniki" rozwiązuje niezwykłe zagadki, unikając śmiertelnego niebezpieczeństwa, które czyha na niego na każdym kroku. Ale Robert Langdon robi to z wdziękiem, poznajemy jego słabości i biografię. O Tadeuszu i Wandzie nie wiemy praktycznie nic, a szkoda. Choć muszą mieć jakieś wyjątkowe predyspozycje, bo powierza się im największe tajemnice i pozwala na uczestnictwo w operacjach wywiadu i policji. Może autor ma w planie dalsze przygody dwójki bohaterów, i wówczas zdradzi więcej szczegółów z ich życia. Nawet jeśli tak będzie, nie będę już tym zainteresowana. 
Trudno mi było utożsamić się z postępowaniem bohaterów powieści, szczególnie tych występujących w wątkach współczesnych, bo do tych, których autor umieścił w części historycznej, nie mam zastrzeżeń.
Mogłabym przejść nad tym do porządku dziennego, wszak w "Ostatnich srebrnikach" mamy do czynienia z fikcyjnymi wydarzeniami rozgrywającymi się we współczesnym świecie. Bohaterowie przeżywają sensacyjne przygody, nie wszyscy muszą być idealni, niech sobie żyją jak autor chciał. 

Jednego nie mogę autorowi wybaczyć, dlaczego tworząc literacką fikcję, zdecydował się na zamieszczenie w książce jednoznacznej ideologii o charakterze mocno prawicowym? "Ostatnie srebrniki" nie są tekstem publicystycznym czy politycznym. A jednak przepełnione są negatywnymi ocenami współczesnej sytuacji w Europie i kryzysu w Kościele katolickim, za które winą obarczeni są lewacy, liberałowie, wyznawcy gender i uczestnicy wydarzeń na Krakowskim Przedmieściu po katastrofie smoleńskiej. Całość została przekazana w wyjątkowo siermiężny sposób. Ci "lewacy" niszczą Europę i  należą do tajnej organizacji, z którą zmagają się bohaterowie fabuły "Ostatnich srebrników"
Gdybym chciała przeczytać polityczną rozprawę, sięgnęłam bym po nią. Od powieści sensacyjnej z historią w tle oczekuję czegoś innego. Wolałabym, żeby świat literatury dał mi odskocznię od codzienności, smutnej rzeczywistości, którą obserwuję w mediach społecznościowych i telewizji. Dlatego po przeczytaniu "Ostatnich srebrników" długo czułam niesmak i zażenowanie. 

Autor wydał do tej pory sześć książek, jest podróżnikiem i uznaje się go za jednego z najlepszych polskich znawców Afryki i Azji. Nie miałam okazji zapoznać się z tą odsłoną jego twórczości. Mogę mieć tylko nadzieję, że jego reportaże są naprawdę na wysokim poziomie. Być może kiedyś to sprawdzę. Jeśli zaś chodzi o powieści Tadusza Biedzkiego, raczej nie będzie nam po drodze.
Szkoda, bo przyznaję, że pomysł na fabułę w powieści "Ostatnie srebrniki" oraz jej warstwa historyczna były naprawdę obiecujące.

Jeśli macie ochotę sprawdzić, o czym pisze autor "Ostatnich srebrników", spróbujcie. Lektura nie zajmie Wam wiele czasu. Ja jednak nie polecam, mimo że zazwyczaj staram się znaleźć jak najwięcej pozytywów w każdej lekturze. 
Szkoda, bo mogło być tak pięknie!


Tytuł: "Ostatnie srebrniki"
Autor: Tadeusz Biedzki
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 224
Wydawnictwo: Bernardinum 


0 komentarze: