Elegancja, pruski porządek i zbrodnia na prowincji. Recenzja "Pruskiej zagadki" Piotra Schmandta.


Czy Szanowny Czytelnik lubi podróże koleją żelazną? Ten sprzed wieku z pewnością potraktuje to pytanie jak zapowiedź czegoś niezwykłego i pięknego zarazem, wszak to niezwykle szlachetny środek komunikacji. Czytelnik współczesny być może również odpowie twierdząco na zadane pytanie. On jednak potraktuje jazdę pociągiem jako coś zupełnie naturalnego, jeśli wsiądzie do nowocześnie wyposażonego przedziału i nie spędzi w nim zbyt wiele cennego czasu, będzie zadowolony.
Pewien literacki bohater, któremu przyszło żyć u progu XX wieku, także traktował kolej "jako zwykłą normalność", wsiadał do pięknego przedziału pociągu renomowanej linii Berlin - Królewiec, czytał gazetę i czasem wdawał się w miłą pogawędkę ze współpasażerkami. On był człowiekiem światowym, pochodził z nowoczesnej i modnej metropolii, rozumiał fenomen przemieszczania się ludzi. Lubił podróże koleją, stukot kół, atmosferę dworca a nawet "sapanie lokomotywy". 
Pewnego lutowego dnia 1901 roku wyruszył z Berlina do Prus Zachodnich. Nazywał się Ignaz Braun i był wyjątkowo zdolnym inspektorem policji carskiej czasów panowania Wilhelma II Hohenzollerna. Za jego życie osobiste i karierę zawodową odpowiada pisarz Piotr Schmandt, który powołał go do istnienia na kartach swej powieści "Pruska zagadka".


Tym samym pisarz zapoczątkował cykl kryminalny w stylu retro, czyli "Sprawy inspektora Brauna" i pozwolił czytelnikom przenieść się w czasie do świata sprzed stu lat. Autor napisał książkę "Pruska zagadka" w 2007 roku, otrzymał za nią I Nagrodę Costerina, Targów Książki promujących literaturę kaszubską i pomorską. W 2010 roku pojawiła się kolejna powieść z udziałem inspektora Brauna - "Fotografia", zaś trzecia w serii "Fabryka pokory" ukazała się w 2015 roku.  
"Pruska zagadka" była w Polsce wydawana kilkukrotnie, miałam możliwość przeczytania trzeciego wydania książki z roku 2014, o nim opowiem.
Powieści w stylu retro charakteryzują się kilkoma ważnymi elementami. Ich fabuła rozgrywa się w latach minionych, entourage jest ściśle związany z epoką historyczną a zagadka kryminalna nawiązuje do najlepszych wzorców rodem z twórczości Agaty Christie lub Artura Conana Doyle'a. Kryminały retro mają swój niezaprzeczalny urok, wprowadzają odbiorcę w świat, który minął bezpowrotnie, ale na kartach powieści ożywa na nowo i wyzwala nostalgię.
"Pruska zagadka" to kryminał w stylu retro z krwi i kości, napisany barwnie, z misternie utkaną intrygą i wolno prowadzonym śledztwem, które możemy analizować i delektować się jego szczegółami. Ciekawie zaprezentowana przeszłość, która wyłania się zza rogu każdej budowli, piękna okolica, atmosfera budzącej się do życia wiosennej przyrody to ogromne atuty powieści. Piotr Schmandt przenosi nas na prowincję państwa pruskiego, do Wejherowa. W tym miasteczku, którego historię autor przybliża nam z dużym talentem (od założenia przez Jakuba Wejhera w połowie XVII wieku do początku XX wieku, w którym mieszkańcy, podobnie jak wielu im podobnych, prowadząc sklepiki i składy handlowe dbali o pomyślność pruskiej monarchii) doszło do zbrodni zakłócającej spokój i ustalony porządek. W miasteczku, w którym wszystko było z góry zaplanowane i każdy mógł czuć się bezpiecznie, zdarzyło się coś zgoła niepojętego. Osiemnastoletni uczeń Królewskiego Gimnazjum Johannes Wenders zaginął w niejasnych okolicznościach, następnie w okolicy pojawiło się jego ciało, w istocie zaś okaleczone kawałki podrzucane przez sprawcę lub sprawców w ścisłej tajemnicy. Lokalni stróże prawa nie byli w stanie rozwiązać zagadki brutalnego morderstwa, w trosce o prestiż państwa do Wejherowa wysłano młodego i utalentowanego inspektora Browna. Elegancki, obyty w świecie, mieszkaniec Berlina przybył na prowincję, by jak najszybciej doprowadzić do zakończenia trudnego śledztwa.
Dyskretna elegancja (garnitury szyte na miarę), maniery najwyższych lotów, skrupulatny sposób prowadzenia trudnej sprawy spowodowały, że inspektor Ignaz Braun od początku zdobył moją sympatię. Jego sposób bycia, ukazany w kontraście do małomiasteczkowych zwyczajów mieszkańców Wejherowa, to jedynie wstęp do przedstawienia różnic funkcjonujących w społeczeństwie pruskim. Mała społeczność nie była wolna od wspólnych oskarżeń na tle religijnym (ewangelicy, katolicy, żydzi), poddawała się wpływom kulturkampfu i realizowała założenia Hakaty. Wszystko to oczywiście kładło się cieniem na relacjach międzyludzkich, które miał możność badać szanowny inspektor. Intrygi, skrywane tajemnice, namiętności i fobie nadawały kolorytu ludziom, z którymi przyszło zmierzyć się policjantom. Funkcjonowali w czasie, który wymagał od nich jasnych wyborów i jednoznacznych postaw. 
Piotr Schmandt zaludnił powieść ciekawie skonstruowanymi postaciami: urzędnikami państwowymi, rzemieślnikami, kupcami, służbą domową. Każdy ma swój niepowtarzalny charakter, nazwisko (często prawdziwe), wygląd, uczucia i myśli. Czytając powieść zaglądamy do ich domów, warsztatów i kościołów. Sporo miejsca autor poświęcił sprawom, które są mu bardzo bliskie. Dlatego wiele uroku mają opisy okolicznych krajobrazów, potraw serwowanych w domach i miejscowym hotelu, kalwaria wejherowska wkomponowana w piękną przyrodę i bukowe lasy. Efektem znajomości kwestii teologicznych pisarza jest ponadto szczegółowe przedstawienie Misterium Męki Pańskiej oraz tradycji wielkanocnych na Kaszubach, np. "dyngowanie" gałązkami jałowca. 
Język powieści jest bardzo plastyczny i zróżnicowany, bohaterowie posługują się słownictwem w zgodzie z epoką, w której przyszło im żyć. Ponadto czytają i prenumerują ówczesne gazety (choć nie zawsze każda gazeta zostaje wykorzystana zgodnie z podstawowym przeznaczeniem). Wszystkie elementy świata przedstawionego w "Pruskiej zagadce" budują realistyczny obraz lat minionych, pięknie uzupełniają wiedzę o skomplikowanej historii współczesnego Pomorza. Korektorzy książki musieli być również pod wielkim wrażeniem opisanego świata, ponieważ umknęły ich uwadze niektóre nieprawidłowości w tekście (literówki, błędne słowa), ale wybaczam im tę niedogodność. Sprawa kryminalna jest intrygująca (pomysł na jej opisanie Piotr Szmandt zaczerpnął z prawdziwej zbrodni dokonanej na początku XX wieku w Chojnicach), akcja niespieszna jak życie, które wiedli ludzie z początku ubiegłego stulecia. Ich dawny świat minął, ale jego klimat pozostał, na starych fotografiach i pocztówkach oraz w powieści, która na nowo odmalowała pruski oleodruk. A na nim dżentelmeni i damy w gustownych kapeluszach przechadzające się uliczkami małego miasteczka. Może zajrzą do cukierni, przysiądą na ławce przy rynku pod pomnikiem cesarza, może jeszcze zdążą przed odjazdem kolejnego pociągu? Postęp wkracza nieubłaganie w ich życie wraz z rozbudową kolei, nowymi ideami oraz nowoczesnymi metodami śledczymi (początki metody daktyloskopijnej Sir Francisa Galtona), którym inspektor Braun chętnie się poddaje.
Chętnie wkroczę ponownie do świata wykreowanego przez Piotra Szmandta, aby smakować kolejne przygody szlachetnego inspektora. Na szczęście przede mną jeszcze dwie części kryminalnego cyklu.
Polecam łaskawej uwadze Szanownych Państwa. 

Tytuł: "Pruska zagadka"
Autor: Piotr Schmandt
Wydawnictwo: Oficynka
Rok wydania: 2014
Liczba stron: 584
seria: Sprawy inspektora Brauna
egzemplarz do recenzji

Za udostępnienie książki do recenzji dziękuję wydawnictwu






0 komentarze: