Bo zawsze jest nadzieja, czyli recenzja książki "Madonny z ulicy Polanki" Joanny Marat


Gdańsk to piękne miasto o ponad tysiącletniej i skomplikowanej historii, wielokulturowe, niezmiennie inspirujące.  Można opowiadać o nim na różne sposoby, odkrywać jego urodę warstwa po warstwie, ale i tak wciąż pozostanie coś do pokazania i opowiedzenia na nowo. Dla pisarki urodzonej w Warszawie, lecz mieszkającej w Gdańsku, miasto to stało się bodźcem do napisania powieści o przeszłości, o kobietach próbujących na nowo zdefiniować swoje życiowe role, wciąż od nowa poszukujących optymizmu i nadziei na przyszłość. Joanna Marat napisała książkę wielowymiarową jak Gdańsk, i złożoną jak osobowości kobiet należących do kilku pokoleń złączonych wspólnym losem. "Madonny z ulicy Polanki" to druga w cyklu gdańskim powieść autorki, która ujęła mnie swym naturalnym stylem pisania oraz niemal reporterskim spojrzeniem na historię toczącą się na oczach każdego z nas.
To moje pierwsze spotkanie z twórczością Joanny Marat. Wprawdzie "Madonny z ulicy Polanki" stanowią pewną kontynuację cyklu zapoczątkowanego książką "Jedenaście tysięcy dziewic", ale jest to w pełni samodzielna powieść, którą można traktować w odrębny sposób. 
Bohaterem zbiorowym występującym  w powieści są kobiety. Bardzo różne od siebie, żyjące zarówno współcześnie, jak i w przeszłości. To matki, babki, córki, siostry, sąsiadki, przyjaciółki i rywalki. Każda z nich jest swoistą Madonną, choć nie wszystkie mogą dorównać tej najpiękniejszej gotyckiej Pięknej Madonnie z Bazyliki Mariackiej w Gdańsku. Ta - przedstawiona z jabłkiem w dłoni, odziana w ciemnobłękitny płaszcz, przyciąga do siebie delikatnością i elegancją. Jedna z wiodących bohaterek powieści, Anka, często lubi przebywać w towarzystwie emanującej spokojem i radością rzeźby. 
Anna Formela to kobieta wycofana i chłodna. Opuściwszy Szwecję i aktualnego partnera przyjeżdża do Gdańska. W mieście czuje się dobrze, choć musi zmagać się z ciężką chorobą, ale miasto daje jej nadzieję i pozwala zmierzyć się z trudnościami po to, by nie rezygnować z życia. Również tego nowego, które dopiero sprowadzi na świat. Dlatego lubi "widywać" się z Madonną, ponieważ każde z tych "widzeń" dają jej poczucie pewności. Równie ważne jest miejsce tymczasowego pobytu bohaterki. Ulica Polanki, położona z dala od zgiełku miasta, w enklawie dawnych gdańskich patrycjuszy. Miejsce magiczne, w kamienicy zamieszkanej przez sąsiadów różnej proweniencji, gdzie zza niektórych drzwi można usłyszeć szlagiery z lat trzydziestych w wykonaniu Adama Astona. Anna może wtedy myśleć o młodzieńczych latach swej babki, Beli Baumannowej oraz o ojcu, który tęsknił za bezpowrotnie utraconym przedwojennym porządkiem.

Jak już wspomniałam, w powieści występują przede wszystkim kobiety, choć nie brakuje i męskich bohaterów. Ci ostatni, mimo że nie dominują, stanowią przyczynek do interesującego studium damsko - męskich relacji, począwszy od hołdujących hedonizmowi, a skończywszy na zaburzonych i skomplikowanych. Prym wiodą jednak kobiety, walczące o siebie, o swoje marzenia, pragnące tworzyć własną i zupełnie już nową historię. Chociaż większość z nich funkcjonuje w trudnych związkach rodzinnych, chcą niezależności. Przede wszystkim jednak zależy im na przełamaniu tak zwanego złego losu, który wpływa na kolejne pokolenia dwóch najważniejszych powieściowych rodzin: Baumannów i Wichurów. Bo kobiety te nigdy nie wyzbywają się nadziei.

"Madonny z ulicy Polanki" to powieść, która stawia naprzeciw siebie różnych ludzi. I jak to w życiu bywa jedni zostają na dłużej, inni pojawiają się epizodycznie, ale wszyscy mają jakieś znaczenie. Nie zawsze potrafimy je odkryć, czy zrozumieć, dlaczego przychodzi nam spotykać właśnie ich. Kto lub co decyduje o tym, że nasze życiowe ścieżki często się przecinają? Przeznaczenie, przypadek, a może po prostu historia, która ma wpływ na to, co dzieje się współcześnie. Joanna Marat nie podaje gotowych odpowiedzi, odnotowuje z dokładnością dawnego dziejopisa poszczególne losy, splata je delikatną nicią, pozwala śledzić ich rozwój. Dodany na końcu książki spis postaci znacznie ułatwia czytelnikowi orientację w złożonych związkach historyczno - rodzinnych.

"Madonny z ulicy Polanki" to ciekawa propozycja dla wszystkich, którzy cenią sobie dobrze opowiedziane historie, skłaniające odbiorcę do odrobiny zadumy nad ludzkim losem. Jednocześnie jest to powieść, w której autorka podzieliła się z czytelnikami swoimi obserwacjami i refleksjami na temat sztuki, literatury, zmian w obyczajowości czy kondycji polskiego społeczeństwa.
Warto dodać, że styl pisarki stoi na bardzo wysokim poziomie. Joanna Marat pisze autentycznie, błyskotliwie i z poczuciem humoru. Co najważniejsze, posługując się sarkazmem pokazuje, że podchodzi do wielu spraw z dystansem. A to już najlepsza droga do sukcesu.

Z przyjemnością zapoznam się z innymi powieściami autorki książki "Madonny z ulicy Polanki", do czego i was namawiam serdecznie.

Tytuł: "Madonny z ulicy Polanki"
Autor: Joanna Marat
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2016
Liczba stron: 480

Za książkę do recenzji dziękuję Autorce oraz Wydawnictwu

2 komentarze:

  1. Książka wydaje się bardzo interesująca. Wpisuję ją na listę książek do przeczytania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak. Dla mnie ta książka stała się idealną zachętą do tego, żeby zapoznać się z innymi powieściami autorki. Dziękuję za odwiedziny. Pozdrawiam :)

      Usuń