Kryminał pod Tatrami, czyli recenzja powieści Mariusza Koperskiego "Po własnych śladach".


Lato - idealny czas dla każdego czytelnika. Poza nadrabianiem zaległości książkowych można również sięgać po debiuty, i szukać wśród nich nowych literackich doznań. Wybór jest szeroki, co cieszy i pozwala każdemu na znalezienie czegoś dla siebie. Ostatnio miałam możliwość poznać fragment twórczości polskiego pisarza - Mariusza Koperskiego, który debiutował dwa lata temu kryminałem "Śmierć samobójcy". Moje spotkanie z autorem rozpoczęłam od niedawnej premiery, czyli zakopiańskiej powieści kryminalnej, pt. "Po własnych śladach". Dla mnie, mieszkanki dużego miasta w zachodniej części Polski, była to ciekawa przygoda, która zawiodła mnie aż do Zakopanego. Mariusz Koperski nie bez powodu umieścił akcję powieści w górskim kurorcie u stóp polskich Tatr, jest z nim wszak związany od dwudziestu pięciu lat prywatnie i zawodowo. 

Umieszczenie fabuły powieści w Zakopanem jest jedną z zalet tego kryminału. Wnosi pewną nutę świeżości do istniejących już książek, które podejmują tematykę policyjnych śledztw. Przestępstwa i przestępcy zdarzają się wszędzie, w górach, nad morzem, w wielkim mieście czy małej wsi. W Zakopanem tło dla zbrodni tworzą dodatkowo animozje występujące wśród tutejszych górali i przybyszów z innych rejonów kraju. Skomplikowane relacje międzyludzkie mają tu spore znaczenie, ale autor nie poprzestał na tym, ponieważ postanowił wprowadzić jeszcze jeden element - dość intrygujący i przewrotny, co może zaskoczyć niejednego z czytelników książki "Po własnych śladach". O tym jednak za chwilę, warto bowiem przedstawić zarys fabuły rozgrywającej się pośród górskiej zamieci.

W wigilijny i mroźny wieczór z drogi wypada samochód i wbija się w ścianę jednego z domów. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, ponieważ w stojącą na zakręcie chałupę często wjeżdżały pojazdy powodując szkody i gubiąc szarżujących kierowców. Ale po raz pierwszy ofiara wypadku była tak zmasakrowana, że przybyli na miejsce śledczy nie mieli wątpliwości, że kierowca został wcześniej brutalnie zmasakrowany. Zagadką było, jak udało mu się w takim stanie dotrzeć do feralnego domu. Problemem, który nie ułatwiał prowadzenie śledztwa była także tożsamość kierowcy, którym okazał się niejaki Albert Cyrwus, miejscowy biznesmen o mało kryształowej przeszłości, który kilka lat temu przyczynił się do kalectwa młodej dziewczyny. Traf chciał, że była to siostra jednego z bohaterów powieści, czyli komisarza Tomasza Karpiela.

On, jako pierwszy, staje się podejrzanym. Nie będzie mu łatwo rozwiązać zagadkę tajemniczego wypadku, szczególnie że całą sprawę komplikuje telefon denata wykonany tuż przed śmiercią. Okazuje się ponadto, że jeden z policjantów przybyłych na miejsce zdarzenia ginie później w niejasnych okolicznościach. Stróże prawa mają ręce pełne roboty. Muszą odnaleźć zaginionego kolegę, odnaleźć mordercę kierowcy auta, a do tego wszystkiego pojawia się pewna niespodzianka, intrygująca i przewrotna, o której wspomniałam wcześniej. Nie zdradzę szczegółów, wystarczy powiedzieć, że ma ona coś wspólnego z technologią rodem z filmu "Avatar". Ten wątek powieści nie przemówił do mnie wystarczająco. Moim zdaniem wprowadza to pewien chaos, choć z drugiej strony powieść "Po własnych śladach" wymyka się jednoznacznej klasyfikacji, bo czyż można ją w tym ujęciu zaliczyć do typowego kryminału?
Autor wydaje się być zapalonym wielbicielem sztuki filmowej. W książce znajdziemy wiele odniesień do znanych dzieł filmowych i seriali telewizyjnych - jeden z przełożonych komisarza Karpiela jest pasjonatem, co i rusz podrzuca swoim podwładnym kolejny tytuł filmowy do analizy. Czytelnicy podzielający fascynację sztuką filmową będą czuli się jak u siebie w domu.
Filmowe nawiązania mają swoje istotne znaczenie także dla fabuły powieści, można wśród nich odnaleźć kilka ważnych wskazówek dla zagadkowego śledztwa, które zatacza spore kręgi.

Poza zakopiańskim klimatem, który stanowi o sile powieści Mariusza Koperskiego, warto wspomnieć także o kreacjach bohaterów, których możemy obserwować na jej kartach. Postaci żyją, mają swoje problemy, a jedna z nich nawet niecodzienne hobby, które pozwala jej odnaleźć sens codziennej egzystencji. Postaci i wątki przemieszane ze sobą nie ułatwiają czytelnikowi szybkiego rozwiązania kryminalnej intrygi. Ale to chyba dobrze. Trochę trzeba "pogłówkować".

Zakończenie powieści przywodzi na myśl najbardziej klasyczne kryminały. Zebranie podejrzanych w jednym pomieszczeniu i skonfrontowanie ich z wynikami dedukcji przeprowadzonej przez współczesnego policjanta to ciekawy zabieg literacki, popularny, ale nie wykorzystywany już tak często przez obecnych pisarzy.

Książka została wydana bardzo starannie przez Oficynę Artystyczną Astraia. Na okładce ze skrzydełkami znajduje się fragment obrazu nawiązujący do jednego z najsłynniejszych dzieł Stanisława Witkiewicza. Druk jest odpowiednio dobrany. Całość pozwala na przyjemną lekturę. Rzadko podkreślam tego typu szczegóły, jednak tutaj chcę to zaznaczyć, ponieważ wydawcy akcentują w swoim portfolio, że profesjonalnie przygotowują projekty książkowe. Trzeba przyznać, że robią to bardzo dobrze.

Lato - idealny czas dla każdego czytelnika, czas wypoczynku i dobrej zabawy, słońca i podróży. Gdyby ktoś jednak zmęczył się letnią aurą z przyjemnością polecam mu lekturę kryminału Mariusza Koperskiego "Po własnych śladach", dzięki niej na pewno odetchnie świeżym i mroźnym powietrzem z Podhala. 

Tytuł: "Po własnych śladach"
Autor: Mariusz Koperski
Wydawnictwo: Astraia
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 264

 Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu 




0 komentarze: