Życie na niby, czyli recenzja "Pasażerki" Lisy Lutz.


Sporo czasu zajęła mi lektura powieści autorstwa Lisy Lutz, pt. "Pasażerka". Nie udało mi się odnaleźć w sobie emocji, które trzymałyby mnie w napięciu podczas lektury książki, której bohaterka ucieka przed prawem i swoją tajemniczą przeszłością. Teoretycznie wszystko zapowiadało się bardzo dobrze. Na wstępie było mocne uderzenie, czyli trup męża leżącego u podstawy schodów, nad nim pochylająca się młoda żona, która wbrew rozsądkowi postanowiła zbiec z miejsca zdarzenia, by następnie przez wiele lat kluczyć, znikać, i ukrywać przed wszystkimi swą tożsamość. Czy to perypetie nieszczęsnej bohaterki, czy może powtarzalność jej postępowania, w każdym razie "Pasażerka" nie wywołała u mnie przyspieszonego pulsu. A szkoda, bo mimo wszystko, cała historia miała duży potencjał, i naprawdę niezłe zakończenie. Cieszę się, że dotrwałam do końca, ponieważ to zakończenie sprawiło, że mogę przez jakiś czas pamiętać o książce Lisy Lutz

Wspomniana bohaterka posługuje się różnymi imionami, zmienia wygląd, podszywa się pod inne osoby. Jej odyseja prowadząca do różnych rejonów USA, gdzie stara się wieść "coś w rodzaju prawdziwego życia", ujawnia nam, jak trudne może być to przedsięwzięcie w czasach uzależnienia od technologii, nowoczesnych rejestrów i urzędów. Działania uciekinierki stworzonej przez Lisę Lutz uświadamiają nam, że właściwie niemożliwe jest funkcjonowanie bez prawa jazdy, numeru polisy ubezpieczeniowej czy innych dowodów naszej tożsamości. Pisarce udało się zaproponować kilka dobrych pomysłów. Gdybyście więc kiedykolwiek chcieli zmienić tożsamość w Stanach Zjednoczonych, lektura "Pasażerki" może przynieść wam w tym zakresie kilka korzyści.
Tanya vel Debra wiedzie życie na krawędzi. Wszędzie może czyhać niebezpieczeństwo, nawet w zwykłym barze, ale ona nie poddaje się i przeżywa przygody, które często wydają się nieco zbyt fantazyjne. Narracja prowadzona z punktu widzenia głównej bohaterki przeplatana jest wymianą korespondencji e-mailowej między dwiema postaciami, które początkowo nie są łatwe do odszyfrowania. Przez pewien czas mocno zaburzają główny wątek fabuły, co może irytować. Z czasem okazują się pomocne w zrozumieniu bardzo zagmatwanej przeszłości kobiety, która dawno temu była jedynie...pasażerką.

"Pasażerka" to kryminał dotykający bardzo poważnych problemów, ale autorka pozwoliła sobie na wprowadzenie elementów humoru. Obdarzyła swoją bohaterkę cechami, które pozwalają przetrwać jej w nowych wcieleniach. Szkoda tylko, że przez połowę powieści właściwie nie wiadomo, dlaczego bohaterka ucieka, i wplątuje się w coraz to nowe kłopoty. Jak wspomniałam wcześniej, dopiero zakończenie pozwala poczuć satysfakcję z lektury. Z mojego punktu widzenia historii opowiedzianej w książce zabrakło pewnej spójności i charakteru. Lisa Lutz zrealizowała pomysł na powieść drogi. Szukała czegoś świeżego i odmiennego od wzorów wielokrotnie wykorzystywanych w literaturze tego gatunku. Moim zdaniem wpadła w pułapkę powtarzalności poczynań swojej bohaterki i schematu, który sama sobie narzuciła.
Podróż z "Pasażerką" uważam za nieco przydługą, tylko trochę ekscytującą, ale pouczającą. To ostatnie na wypadek, gdybym kiedykolwiek musiała zniknąć. Nigdy nie wiesz, kiedy wiedza na temat farbowania włosów w przydrożnej toalecie przyda ci się w życiu. Lisa Lutz wie to na pewno.


Tytuł: "Pasażerka"
Autor: Lisa Lutz
Liczba stron: 416
Rok wydania: 2018
Wydawnictwo: Akurat


0 komentarze: