Dziś jest dobry dzień, by przeczytać "Szkołę latania" Sylwii Trojanowskiej.


Lepiej późno niż wcale! Książka, o której dzisiaj piszę, leżała na mojej półce prawie dwa miesiące. Nie sądziłam, że jej lektura przyniesie mi tyle pozytywnych wrażeń. A przecież powinnam się tego domyślić po krótkim spotkaniu z jej autorką, emanującą optymizmem i zarażającą wszystkich uśmiechem. Tak. Lepiej późno niż później. "Szkoła latania" szczecińskiej pisarki Sylwii Trojanowskiej skradała moje serce. Bez reszty.
Przede wszystkim jestem pod wrażeniem lekkości pióra, dzięki któremu czyta się tę powieść błyskawicznie. Poza tym niezauważalnie poprawia humor, choć nie porusza tematów wywołujących salwy śmiechu. Oprócz głównego zagadnienia, jakim jest walka z otyłością dotyka także problemu przemocy domowej oraz miłości, która niebezpiecznie zbliża się do stalkingu. Jednocześnie "Szkoła latania" to rodzaj osobistego treningu, który pozawala odnaleźć właściwą drogę do celu. Treningu zgrabnie wplecionego w historię kogoś, kto ma podobne do nas doświadczenia, obawy i pragnienia.

Najważniejszym wątkiem powieści "Szkoła latania" są zmagania osiemnastoletniej Kaśki z nadmierną wagą ciała. Pewnego dnia dziewczyna postanawia skończyć z problemem, który powoduje, że czuje się naprawdę źle. Jak to zrobić, gdy tylko dwie osoby wspierają jej postanowienie? Jak się nie poddać, jak nie zrezygnować po konfrontacji z nieodpowiedzialnymi i gruboskórnymi lekarzami? Jak wreszcie nauczyć się odmawiać i nie podporządkowywać się opiniom innych ludzi? To niełatwy proces, ale Kasia ma szczęście spotkać na swojej drodze charyzmatyczną specjalistkę - terapeutkę. To pierwszy krok. Po nim przychodzą kolejne, wraz z nimi wzloty i upadki oraz niespodziewana...miłość. Bardzo dawno nie czytałam książki, która w tak ciepły i naturalny sposób opowiedziałaby o kiełkującym, nieco naiwnym, ale czystym uczuciu do drugiej osoby. Droga Sylwio, to Ci się udało wyjątkowo pięknie. Narodziny owej miłości to przykład optymistycznego obrazu współczesnego Kopciuszka, potwierdzający fakt, że nawet w najbardziej prozaicznym życiu może zdarzyć się historia jak z bajki. 
Poza tym jest jeszcze przyjaźń, bezcenna wartość w życiu każdego człowieka. Bohaterka powieści ma swoją bratnią duszę, dzięki której czuje się zrozumiana i potrzebna. To ważne, szczególnie w rodzinie, która nie chce lub nie umie wspierać jej w najważniejszych postanowieniach. 

"Szkoła latania" to bez wątpienia literacka forma zrealizowania najważniejszego życiowego credo autorki, czyli hasła "możesz więcej". Jest tak bardzo energetyczna, że samo jej czytanie wtłacza do naszego umysłu optymizm i radość do tego stopnia, że chce nam się po prostu uśmiechać. Do siebie, do innych. Zwyczajnie i bez górnolotnych skojarzeń z typowymi poradnikami, które pompują w nas życiowe "mądrości". Ja uśmiecham się dzisiaj przez cały wieczór. I myślę sobie, że także pokonam towarzyszące mi od wielu lat słabości. Nie od razu, nie jutro, ale kiedyś na pewno. 

Sylwia Trojanowska to, jak już wspomniałam, osoba pozytywnie nastawiona do życia, mająca wiele pasji, o których dowiedziałam się przysłuchując się jej wypowiedziom podczas jednego ze spotkań z czytelnikami. Niektóre z nich odnalazłam w "Szkole latania". Miłość do muzyki filmowej, którą osobiście podzielam i nie wyobrażam sobie, żeby nie mogła mi towarzyszyć na co dzień. Teraz, gdy piszę te słowa w moich głośnikach rozbrzmiewa "Now We Are Free" ze ścieżki dźwiękowej do filmu "Gladiator". Czy może być coś lepszego? Kaśka Laska - bohaterka powieści i jej twórczyni wiedzą o tym najlepiej.

Mam tylko jedno zastrzeżenie. Niewielkie, ale najważniejsze. Dlaczego ta powieść kończy się takim nagłym zawieszeniem? Pisarze lubią trzymać swoich czytelników w niepewności, zostawiają ich w osłupieniu, niemal na krawędzi. Nic tylko skoczyć w odmęty jakiejś bezkresnej toni. Na szczęście zostanie mi to oszczędzone. Istnieje druga część opowieści o tym, że można pokonać swoje słabości. Przede mną "Blisko chmur". Mam nadzieję, że wkrótce przeczytam.

Tytuł: "Szkoła latania"
Autor: Sylwia Trojanowska
Wydawnictwo: Videograf
Rok wydania: 2015
Liczba stron: 288

Moje wrażenia dedykuję Autorce. Dziękuję za miłe, nieoczekiwane spotkanie, kiedyś w czerwcu, tego lata :)

0 komentarze: