O kobietach, które pragną miłości, czyli recenzja "Matki swojej córki" Iwony Żytkowiak.


Z twórczością literacką Iwony Małgorzaty Żytkowiak zetknęłam się rok temu. Zrozumiałam wówczas, że znalazłam pisarkę, która jest w stanie zapewnić mi emocje, humor i wzruszenia podane w pięknym stylu. Poza tym przekonałam się, że autorka jest doskonałą obserwatorką życia społecznego, wiarygodnie opowiadającą historie z życia wzięte, takie same, jakie każdy z nas mógłby przeżyć na swoim podwórku. Ten dar ukazywania naszej ludzkiej codzienności odnalazłam ponownie w najnowszej powieści Iwony Żytkowiak "Matka swojej córki".

Tym razem autorka postanowiła skupić się na kilku ważnych tematach: relacjach między matką i córką, problemie samotności, braku miłości i ciągłym dążeniu do niedościgłych ideałów, które prędzej czy później komplikują nam życie.
Powieść "Matka swojej córki" jest ciekawym studium psychologicznym poświęconym kobietom, matce i córce, które połączone silną więzią na nowo będą musiały zbudować swoje relacje. Matka i córka, Nina i Joanna, dwie bohaterki, o których życiowych wyborach przeczytamy na kartach książki Iwony Żytkowiak. Są to równoległe historie, opowiedziane z dwóch perspektyw. Przede wszystkim poznajemy Ninę, siedemdziesięcioletnią kobietę, która praktycznie sięgnęła dna - z objawami zatrucia alkoholowego trafiła na szpitalny oddział. Czy kiedykolwiek spodziewała się takiego obrotu spraw w swoim życiu? Zapewne nie, skoro zawsze uważała się za kobietę podobną do wielkich gwiazd srebrnego ekranu. To dzięki nim potrafiła pić drinki z palemką, dostojnie wypuszczać dym z papierosa, nigdy nie rozstawała się z czerwoną szminką do ust, nabrała manier prosto z wielkiego świata. Przecież ona też mogła być jak wszystkie uwielbiane przez nią Marilynki, Gretki i Audreyki. I podobnie jak one także szukała wielkiej miłości. Elegancka i zadbana, wdowa z drugim mężem u boku, w gruncie rzeczy kobieta doskonała. A jednak chroniąca się przed światem za zasłoną buteleczek, "małpek", drinków - alkoholiczka.

W cieniu Niny ukrywa się Joanna, córka tkwiąca w niezbyt udanym związku, wciąż podejmująca próby definiowania siebie, traktująca matkę jako punkt odniesienia. Trudno jej będzie pogodzić się z prawdą o alkoholizmie ważnej w jej życiu osoby. Joanna nie potrafi żyć bez matki, długo się przed tym broni, ale w końcu zrozumie, że w ich życiu najważniejsza jest miłość. Kreacja Joanny jest równie skomplikowana jak wizerunek Niny. Córka swojej matki (według mnie książka mogłaby nosić również taki tytuł) w końcu wyjawi wszystkie skrywane w duszy emocje, pragnienia i bolesne uczucia.

Droga, którą podążają bohaterki, nie jest usłana różami. Obie muszą nauczyć się trudnej sztuki wybaczania, zrozumienia siebie i innych. Ich zmagania z życiem są pełne emocji, wywierają wpływ na nasze odczucia w trakcie lektury powieści. Jeśli chodzi o mnie, czytając książkę miałam wrażenie, jakbym już kiedyś spotkała owe bohaterki. Lecz nie na kartach powieści, nie na szklanym ekranie, tylko zwyczajnie - w życiu. Dlatego, że Iwona Żytkowiak przedstawia swoje bohaterki, a także bohaterów, chociaż ci drudzy są jedynie dopełnieniem obrazu całości, jak ludzi, których znamy na co dzień. Możemy spotkać ich na klatce schodowej bloku, w którym mieszkamy. Kto wie, może właśnie przytykają oko do wizjera drzwi wejściowych, żeby podejrzeć nasze życie? Możemy stanąć za nimi w kolejce po zakupy, zobaczyć ich na ławce w parku, na przejściu dla pieszych. Każdy z nich ma swoją historię do opowiedzenia. Wydaje się, że Iwona Żytkowiak zna ich wszystkich, z każdą swoją powieścią dopuszcza ich do głosu, dostarczając nam smutków i radości. Jednocześnie sprawia, że czujemy z nimi więź. Bo są tacy jak my. Mają swoje tajemnice, swoje codzienne sprawy, wspomnienia i życiowe zakręty.

Bohaterowie "Matki swojej córki" przemawiają do nas zupełnie zwyczajnie. Ekspedientka w małym osiedlowym sklepiku, sąsiadka, dawna szkolna koleżanka, matka, córka, mąż - to w ich dialogach zawiera się prawda o naszej codzienności. Iwona Żytkowiak jest mistrzynią w kreowaniu opowieści, które pisze pod wpływem życiowego doświadczenia i obserwacji. Jej powieści, mimo że poruszają bolesne tematy, są napisane płynnie i naturalnie.

"Matka swojej córki" to historia dwóch kobiet, które szukają w życiu szczęścia. Czy je odnajdą? O tym przekonasz się, drogi czytelniku, sięgając po najnowszą prozę Iwony Małgorzaty Żytkowiak. Zachęcam i polecam.


Tytuł: "Matka swojej córki"
Autor: Iwona Żytkowiak
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Rok wydania: 2017
Liczba stron: 272

Za możliwość przeczytania książki i wyrażenie opinii na jej temat dziękuję Portalowi


0 komentarze: